Wiem, iż forum ostatnio porusza tematy stricte materialne albo związane z komputerem*...
*(patrz:
- Playstation 3 chce ktoś kupić
- otwieram sklep komputerowy w uk
- Praca w ING - call centre ( Katowice )
- Spece informatyczne -> Vista!
etc. itd.)
....
ale możemy przecież raz na jakiś czas podyskutować o czymś bardziej "ambitnym" - w tym wypadku proponuje literaturę klasyczną. A mianowicie:
Jakie są Twoje - wasze - ulubione pozycje z literatury klasycznej, albo co byś chciał w wolnym czasie poczytać z tego "zbioru"?
U mnie - ale nie tylko u mnie, bo dużo osób lubi tego pisarza - ostatnio zdecydowanie dominuje Dostojewski (ojciec kiedyś mówił, że trzeba do tego pisarza dorosnąć - i miał rację), który porusza tematy a/teizmu, lubieżności, psychologiczne, dramatu jednostki, charakterów oraz buduje ciekawą fabułę. Z tego, co czytałem, to Bracia Karamazow o wiele bardziej mi się "spodobali" od Zbrodni i Kary. Z Biesów czytałem fragmenty (będzie całość) i też książka była naprawdę niezła...
Mam ogromną ochotę również na
Ulissesa Jamesa Joyce'a
(nawet na wiki nieźle o tym napisali:
http://tiny.pl/hhp8b )
Kolega taki, który to przeczytał (a zna się skurczybyk), mówił mi, iż książka jest genialna i głęboka... Zresztą Joyce jest przecież znany.
A jak w przypadku NW - co czytacie ostatnio z literatury klasycznej i pieknej?
Zmieniony 2009-07-08 22:20:21 przez USS.Terminator
'Potop' Andrzeja Mickiewicza byl nawet niezly
przesadziłeś w piątek z taka rozkminą.
_
PROSZE O
ZDJĘCIE
OPKA!
DZIĘKUJE
Zmieniony 2009-07-08 22:25:35 przez Jem Kupy
opowiesci z tysiąca i jednej nocy
Czytac do czytania mam sporo, tylko ze poki co nie mam motywacji wyjac ksiazke z półki
Szkoda ze tak chujowo ten temat wygląda. Tak jakby granie na PS3 mialo byc gorsze od czytania Dostojewskiego. Z całym szacunkiem dla rosyjskiego pisarza, ale nie tylko ksiazkami mozna zyc.
Co do Ulissesa. Zeby dojsc do poziomu w ktorym naprawde nadaza sie za Joycem trzeba by bylo przerobic klasyke, etc. Nie sadze by byl ktos na ym forum, ktory moze pokusic sie o czytanie Joyce'a(jeden juz tu probowal sprowadzic ksiazke do "antysemiyzmu w Dublinie" - ale to chyba nie tak). To byla i jest ksiazka dla znawców, a nie dla zwykłych ludzi.
Zmieniony 2009-07-08 22:27:03 przez LowRideR
2--> "Potopu" Sienkiewicza kurwa czytać się nie da/ło. Ledwo kilkanaście stron przeczytałem tego : ) Sienkiewicz - z całym szacunkiem - może jednak nudzić (tylko "Krzyżacy" i "W pustyni i w puszczy" kiedyś mi się spodobali, ale to dawno...).
3-->;)
"Tak jakby granie na PS3 mialo byc gorsze od czytania Dostojewskiego."
Nie mówię/piszę, że jest czymś gorszym, ale innym. Nie wszyscy grają przecież na konsolach/kompach ;-)
"Co do Ulissesa. Zeby dojsc do poziomu w ktorym naprawde nadaza sie za Joycem trzeba by bylo przerobic klasyke, etc. Nie sadze by byl ktos na ym forum, ktory moze pokusic sie o czytanie Joyce. o byla i jest ksiazka dla znawców, a nie dla zwykłych ludzi."
Ulissesa trzeba bardzo spokojnie czytać i nie gubić wątków. Ale jak już w to wejdziesz, to książka nieźle "ryje beret" podobno...
Zmieniony 2009-07-08 22:28:01 przez USS.Terminator
Co do "Potopu" - świetnie napisane, świetnie książka zbudowana. Ja ją przeczytałem w 10 h - wciagnelo mnie zakurwiscie. Pan Wołodyjowski jest za to chujowy, i meczylem sie miesiac, i nie dałem rady
Ja też przeczytałem "W pustyni i w puszczy"! Czy należę już do intelektualnej elity?
"Ale jak już w to wejdziesz, to książka nieźle "ryje beret" podobno..."
Nie chodzi o to. Jest trudna, z tego co wiem rozmawiaja sobie postacie np temat Szekspira. Jesli nie znasz klasyki, nie ma co ruszac.
Z łatwiejszych, a zarazem dziełko wybitnego pisarza polecam Lolite.
Zmieniony 2009-07-08 22:30:45 przez LowRideR
To jest dobry temat do takiego pytania. Jak czytacie? W nocy przy kawie, w ciagu dnia, po trochu, w ogóle, na kiblu?
lubie czytac na kiblu, wieczorem jak sie nudze po trochu
chociaz niekiedy zdarza mi sie tak, ze nie moge sie oderwac i obracam cala ksiege w kilka godzin czytajac bez przerwy hihi
Na kiblu to czytam o piłce
Ha! Przeczytałem ponad 100 stron pierwszej części Mrocznej Wieży. Niby fajnie sie czyta, ale cos nie tak. Mysle wrocic do tej 7tomowej epopei.
Zmieniony 2009-07-08 22:37:40 przez LowRideR
Ta humanisci pozdro, pałujcie sie dalej fikcja literacka lawl
#17
matematyk pozdro, paluj sie dalej na wykresie funkcji w ksztalcie cycka
ja jestem wierny poezji ryszarda peji
Na Ulissesa mam ochotę od bardzo dawna, lecz ciągle się zabrać nie mogę. W te wakacje mistrz horroru KING rządzi :D
Czytam w ciągu dnia - po trochu - ciągle uważam że jednak za mało :(
Zmieniony 2009-07-08 22:44:36 przez i_am_so_lame
"Zbrodnia i kara" podobała mi się niezwykle w trakcie czytania i choć wciąż jestem pod wrażeniem całości, mam niedobre zdanie o Dostojewskim, bo z tego co pamiętam, chłopak lubił wczuwać się w swoich bohaterów, a tak osobiście, to nie wiem,
<!-------------------SPOILER---------------->
jak zachowałbym się rozwalając czerep staruszce.
<!-------------------SPOILER---------------->
Uwielbiam "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa, pomijając, że napisana jest GENIALNIE (powieść była przepisywana kilkukrotnie przez autora), to w świetny sposób opowiada o miłości i tetryczeniu, jakiemu ulega się z wiekiem (luźne nawiązanie: Latawiec by Kominek). W licealnych kluczach jest to 'satyra na komunizm', co niszczy mnie po całości.
Gorąco polecam "Oddział chorych na raka" Sołżenicyna, świetnie zarysowane postacie, banalna historia romansu, 'prawdziwe' zakończenie - całość tworzy świetny miks, po wielokroć chce się zakrzyknąć 'to o mnie', 'też bym tak zrobił' - czy to płytkość mojego charakteru, czy niezwykłe umiejętności autora - nie wiem, książka wywarła na mnie spore wrażenie.
"Stary człowiek i morze" - tak bzdurna psychologicznie postać, że głowa boli, nie chcę wdawać się w bzdury typu "parabola blabla", "sropos bleble", ot powieść o prawdziwym profesjonaliście i sile charakteru.
S. King nie powinien znaleźć się w temacie o literaturze klasycznej. Toż to KKD!
Zmieniony 2009-07-08 22:46:35 przez _vh
Ja jestem matematykiem, a książki lubię czytać więc #17 spierdalaj:)
"Co do "Potopu" - świetnie napisane, świetnie książka zbudowana. "
Nie wiem, bo nie czytałem. Powieści historyczne mają to do siebie, że są nie wszędzie aktualne. Pokaż ANGLIKOWI Potop, to taki ktoś powie, że tej książki nie rozumie. Albo komuś z ...załóżmy Ameryki Południowej.
A Dostojewski porusza tematy (w Braciach Karamazow tak jest);
- kobieta, a pieniądze, uwodzenie, zależność, dziwki i porządne kobiety
- lubieżność, rozpasanie
- alkohol i agresja
- teizm i ateizm
- hipokryzja, a wierność poglądom
- wina i brak winy
- ludzie, człowiek, sylwetki psychologiczne (jeden to inteligent, a drugi to "XIX wieczny dres bzykający laski", a trzeci to gburowaty typ)
- kościół, państwo, religia
Nie ma wielkich bitew i nie ma jakiejś pompatycznej fabuły. Ginie właściwie jedna osoba. Ale jest głębia - i to tak mądrze skonstruowana, bez naiwności fantastycznej, skonstruowana, że wszelkie pompatyzmy leżą i kwiczą. Zresztą (np. u mnie na studiach mało kto "doczytuje" Mickiewicza, czy któregoś z Polaków, ale Dostojewski się pojawia co chwile w ankietach):
http://www.forumksiazki.pl/topics54/fiodor-dostojewski-vt492...
http://forum.gery.pl/index.php?showtopic=45407
D. jest aktualny... i to na całym świecie.
A Sienkiewicz mniej.
Zmieniony 2009-07-08 22:45:05 przez USS.Terminator
#16 pierwsza jest podobno najslabsza ale to nieprawda ;
"
S. King nie powinien znaleźć się w temacie o literaturze klasycznej."
Niektórzy lubią uciekać do innych światów, a inni lubią rozumieć ten i tylko ten świat.
Z całym szacunkiem, ale bardziej interesujące są kobieta/rodzina/wiara/kasa/majątek/zazdrość/studenckie życie niż jakieś światy elfów, krasnoludów, czy horrorów... Kiedyś czytałem dużo fantastyki, ale dzisiaj uważam, że to była strata czasu (właściwie to sam Tolkiem... i może Sapkowski wystarczą). Ale co kto lubi - o gustach się (podobno!) nie dyskutuje.
#27
Inaczej do tego podchodzę - nie mam ochoty czytać o czymś co widzę znam, rozumiem, przeżywam, o czymś z czym obcuje.
To tak jak z serialami - nie oglądam M jak Miłość bo dla mnie to jest uber banalne wszystko - bo to rozumiem znam i problemy bohaterów są banalnie proste.
Książki są odskocznią od rzeczywistości dla mnie - nie czymś co mi jeszcze bardziej o NUDNEJ rzeczywistości przypomina.
Z lekko szurniętych na pewno American Psycho.
no fakt . fantastyka to tylko krasnoludy i elfy.
zadnych emocji postaci postaw i cech ktore wypisales ze swoich ambitnych i klasycznych tytulow
Zmieniony 2009-07-08 23:01:01 przez Daveron
"Inaczej do tego podchodzę - nie mam ochoty czytać o czymś co widzę znam, rozumiem, przeżywam, o czymś z czym obcuje. "
Naprawdę sądzisz, że znasz do końca? A to, że obcujesz z tym czymś (rzeczywistością), to oznacza, że nie można mieć radości i przyjemności z czytania tego typu książek? Można czytać (i w niej uczestniczyć) o rzeczywistości i równocześnie delektować się estetycznie tym wszystkim.
"
Książki są odskocznią od rzeczywistości dla mnie - nie czymś co mi jeszcze bardziej o NUDNEJ rzeczywistości przypomina. "
Tylko, że rzeczywistość nie jest nudna - od tego zacznijmy. Nie widzę powodów, aby do niej uciekać w kierunku jakiś kosmicznych światów, których i tak nigdy nie poczujesz, czy nigdy nie zobaczysz. Zaś rozumienie rzeczywistości można pogłębiać.
Heh, w szkole jakoś nigdy nie chcialo mi sie lektur czytac, chyba na zlość, bo kazali, a teraz w wakacje bym sobie chetnie coś na wyspokojenie, a nawet refleksje wieczorem walnąl. I coraz bardziej mnie ssie :D Chyba sobie przypomne zbrodnie i karę bo mi sie podobala, ale slabo juz pamietam.
Buhuhuhuhu ale mam z was pege, zajmijcie sie czyms rzeczywistym a nie wymyslonymi historyjkami z wymyslonymi bohaterami :DDDD
ksiazki czyta sie dla rozrywki ;d
Nie wiem jaki jest w ogole sens czytania ksiazek, poza naukowymi. No kurde nie wiem i chyba nie osiagne takiej wiedzy nigdy.
"zajmijcie sie czyms rzeczywistym a nie wymyslonymi historyjkami z wymyslonymi bohaterami :DDDD"
Nie do końca tak jest - jak mówimy o ogólnej kulturze, to pewne elementy w niej się co chwile pojawiają. Jak chcesz uczestniczyć w tym, co się dzieje na około to musisz i mieć pewną "intuicyjną chociaż" znajomość tego, co się dzieje tu, czy tam. Oczywiście, że praca/kasa/życie idą swoją drogą. Ale np. ja jutro jadę do Rzeszowa - i co mam robić przez 3 godziny? Pisać smsy tylko? Oczywiście ,że nie , a na kolanach będę miał książkę. Wiele rzeczy tutaj się łączy; przyjemność, rozumienie, zasób słownictwa, inteligencja, duch, etc... Ponadto: wzbogacając sobie słownik otwierasz sobie możliwości rozumienia i poznania innych ludzi (to już tak bardziej pragmatycznie).
"ksiazki czyta sie dla rozrywki ;d "
Małe dzieci bawią się w piasku "dla rozrywki". Czy uważasz, że ich rozrywka ma sens? Czyli: są różne rodzaje, poziomy i jakości tej rozrywki. Można też rozrywkę połączyć z rozwojem - dlaczego nie?
Zmieniony 2009-07-08 23:34:27 przez USS.Terminator
Termos niszczysz mnie kazda wypowiedzia i kazdym topiciem, prosze przestań...
'Małe dzieci bawią się w piasku "dla rozrywki". Czy uważasz, że ich rozrywka ma sens? Czyli: są różne rodzaje, poziomy i jakości tej rozrywki. Można też rozrywkę połączyć z rozwojem - dlaczego nie?'
Moze dlatego, ze dzieci maja wiek rozniacy sie od Twojego i dlatego tak rozni sie poziom rozrywek?
Zreszta majac 20++ lat i ma sie czas masowo czytac ksiazki to trzeba sie grubo nad soba zastanowic.
Prosciej. Czytanie ksiazek, nie-naukowych, to strata czasu bo gowno daja
"Zreszta majac 20++ lat i ma sie czas masowo czytac ksiazki to trzeba sie grubo nad soba zastanowic."
Robię w swoim życiu pewien eksperyment. Mianowicie: nie oglądam nic TV (z tej dogmatycznej zasady dostaję spazmów, kiedy ktoś odpala TV) od 3 lat, nie tracę nic czasu na gry komputerowe/konsole, nie czytam syfnych gazet, nie chodzę po sklepach, chujowych koncertach, nie tracę czasu na rzeczy, które nic nie dają. To trochę egoizm (i subiektywizm), ale cóż... takie czasy mamy, że "większość sobie rzepkę skrobie".
Całe życie najlepiej zredukować do
- dieta, siłownia, praca nad sobą, sport, jedzenie, ciało, ciało, ciało, ubrania
- kasa, materia, praca, papiery formalne
- książki, inteligencja, duch, religia (aby spokój z Bogiem był kiedyś tam:D)
A skończy się na tym, że
jeden wieczór spędzisz w najbardziej hardcorowym klubie pomiędzy złotymi blondynkami, a południe "dnia jutrzejszego" na uniwersytecie - albo w pubie - wśród elity intelektualnej rozważającej na "ćwiczeniach" tak, czy owaki problem. Bo książki otwierają wiele możliwości dotarcia do pewnych ludzi (jak już patrzeć tylko i wyłącznie pragmatycznie ) - tylko trzeba to z głową robić.
Zmieniony 2009-07-08 23:48:35 przez USS.Terminator
'Bo książki otwierają wiele możliwości dotarcia do pewnych ludzi'.
Chyba do ciot z mazakiem pod nosem. Ja obracam sie w takim towarzystwie, co ksiazek typu 'Kim jestesm' albo 'Praca nad charakterem' albo 'Wierszem pisane', po prostu omija. I nie sa to ludzie glupi, wrecz przeciwnie ludzie madrzy i inteligentni na swoj sposob.
Dlatego smiesza mnie cipy na uczelni, ktorzy zamiast pogadac siedza pod drzewem i czytaja ksiazki, udajac przy tym wolnych i mega inteligentnych. Dla mnie to zwykle pizdy bez kolegow, przewaznie ubrani na czarno w glanach z plecakami ujebanymi jakimis farbami, rzutami i nalepkami 'NO RASIZM'.
"'Kim jestesm' albo 'Praca nad charakterem' albo 'Wierszem pisane', po prostu omija."
Tak, ale Dostojewski to jednak klasyka literatury światowej. Teatr, wydziały filologiczne, gazety, kultura, dziennikarze, inteligencja - naprawdę poważni ludzie i grupy są zbudowane na podobnych "kamieniach". Nie mówimy tutaj o syfie oczywiście, bo książkami typu "Praca nad charakterem" się w piecu pali.
"ktorzy zamiast pogadac siedza pod drzewem i czytaja ksiazki"
A mnie śmieszą typy na siłce, którzy zamiast pogadać, udają jakich mega-koksów, a miny mają takie, jakby zaraz się mieli zesrać. I często też brzuchy piwne, które chyba im specjalnie nie przeszkadzają (ale biceps - a jak - musi być!)... ;/
Havoc__
Masz złe doświadczenia - ludzi w glanach ostatnio omijam szerokim łukiem ; )
Zależy, o jakich poziomach tutaj w ogóle mówimy. RACJA, że znacząca ilość (znacząca, ale nie całkowita) ilość ludzi lubiących książki to "mole książkowe", to "kujony", to takie jednostki, które gdzieś się pogubiły w życiu, a problemy fizyczne są dla nich nie do przeskoczenia. A wygląd i wiedza o wyglądzie jest ZEROWA.
Ale oni niczym się nie różnią od dresów, którzy nie mają bardziej wyrobionego zdania o czymś tam - ale dres znowu może nieźle wyglądać, ale nie umie rozmawiać kulturalnie. Dres może i mieć niezły wygląd, sylwetkę wypracowaną godzinami pracy na siłowni, po dietach, etc. A kujon może być bardzo inteligentny i abstrakcyjnie myśleć.
Ale: dlaczego nie połączyć takiego i takiego "modelu" w celu skierowania się do doskonałości?
Chodzi oto, aby przezwyciężyć te dwie - i nie tylko te dwie, ale i inne - skrajności... przezwyciężyć w celu ich złączenia.
Zmieniony 2009-08-08 00:01:50 przez USS.Terminator
Dlaczego odrazu uderzyles w temat silowni? Co tam nie chodza wyksztalceni ludzie? Musze Cie zdziwic, ale w okresie semestralnym uczeszczam na silownie gdzie koksa nie znajdziesz. Chodza tam prawnicy, lekarze, studenci i inni tego typu ludzie. Rozmowa jest normalna i lekka, czasem jakas 'kurwa' i 'chuj' tez sie wtraci w zdanie.
Jezeli Ty uwazasz, ze o swoje cialo dbaja tylko dresy to utwierdzasz mnie w przekonaniu co do tego jacy ludzie czytaja filozoficzny belkot w tych gownianych ksiazkach.
Zaloze sie, ze wiedze nt. ludzkiego ciala mam duzo wieksza od Ciebie, mimo tego, ze ksiazki Dostojewskiego czy innego palanta nigdy w zyciu nie mialem w rece.
hmmm... Houellebecq, Terzanie, Marquez, Llosa, Gombrozwicz, Pahmuk, Burgess, Fromm, Kapuscisnki ; czy ktorykolwiek z nich zalicza sie do 'literatury pieknej'? Terzani, Kapuscisnki to literatura stricte reportazu, ale czy ktokolwiek czytal Cesarza, i wie jakim jezykiem byl napisany?
Fromm, wolnosc, ile osob go rozumie?
Gombrowicz, kazdy lubi, ale wiekszosci wiedza nie dotyka niczego poza 'gebami' w Ferdydurke. i tylko o tym mowic potrafia.
Houellebcq, kazdy chlonie jego erotyzm nie patrzac na kontekst, na nic innego.
Marquez, Llosa, kazdy sie zachwyca literatura iberoamerykanska czcac jednoczesnie Coelho.
nie mam o kim z tym pogadac...
"Jezeli Ty uwazasz, ze o swoje cialo dbaja tylko dresy to utwierdzasz mnie w przekonaniu co do tego jacy ludzie czytaja filozoficzny belkot w tych gownianych ksiazkach."
Tutaj skrajności zarysowałem. Nie uważam, że tak jest oczywiście - jednostka doskonale rozwijająca się nie musi podlegać krytyce, ALE jednostka, która gdzieś błądzi w tym rozwoju - właśnie ludzie typu:
"Dlatego smiesza mnie cipy na uczelni, ktorzy zamiast pogadac siedza pod drzewem i czytaja ksiazki, udajac przy tym wolnych i mega inteligentnych. Dla mnie to zwykle pizdy bez kolegow, przewaznie ubrani na czarno w glanach z plecakami ujebanymi jakimis farbami, rzutami i nalepkami 'NO RASIZM'."
-
takie jednostki już jak najbardziej mogą być krytykowane.
Jest niby takie myślenie: "każdemu dajmy żyć jak chce". No dobrze. Niech żyje - ale jak żyje, to niech się liczy z krytyką (jego postawa, światopogląd, który tą postawą propaguje, a może nie konkretnie on sam)...
Zmieniony 2009-08-08 00:16:19 przez USS.Terminator
Havoczku, Dostojowski to zaden palant.
apropo, nigdy nie bylem dobrym uczniem, nigdy sie duzo nie uczylem, ojebalem (ale wciaz moge byc na drugim...kochana politechnika) pierwszy rok jadac do azji, wczesniej sprzedajac samochod.
pol zycia spedzilem grajac w tenisa, pol na snowboardzie itd. itp. wiec chyba mi malo brakuje do dresa, prawda?
a teraz bede jak ten palant zjezdzal na rowerze z roznych gor, przy okazji lamiac po raz kolejny rece i nogi... i co z tego; kazdy zyje jak lubi.
edit
Terminator, krytykowac mozna - owszem, ale kim jestes by oceniac?
Zmieniony 2009-08-08 00:17:47 przez MaGyK
46;
-->gratz za literaturę.
"owszem, ale kim jestes by oceniac?"
Nikim. Oceniam ja, oceniasz ty, spieramy się, a najlepiej by było, jakby każdy oceniał i każdy się spierał- wtedy by rosła nasza ogólna "społeczna inteligencja".
Zmieniony 2009-08-08 00:18:07 przez USS.Terminator
Stary Twoje posty w ogole nie maja sensu.
"Stary Twoje posty w ogole nie maja sensu. "
Jakiś tam sens mają :D
Ale dobra Panowie - dość już na dzisiaj; czas wrócić do rl ;)
Topic z rozmów o literaturze przerodził się w rozważania o życiu - i dobrze, bo tak często się dzieje/ało. Literatura dotyka życia, ma charakter stricte egzystencjalny, ale i społeczny, etyczny, filozoficzny, estetyczny, rozbija się to wszystko w starciu z różnymi światopoglądami.
:-)
Tez nie czaje niektorych Twoich postow Term.
Czytasz, to czytaj i tyle.
I niby jaki problem mialby Anglik w zrozumieniu Potopu ? Mialbys problem ze zrozumieniem Henryka VI ?
Strasznie duzo tutaj jakichs dziwnych wywodow nie wiadomo co majacych udowodnic.
USS.Terminator pragnę Cię poinformować iż literatura klasyczna to grecja i rzym,mówisz o klasykach chyba :)
"nie wiadomo co majacych udowodnic. "
Zmusić do myślenia, do rozmowy, do zajęcia stanowiska. Bo można sobie siedzieć, udawać, że wszyscy się zgadzają ze sobą, ale można też podyskutować i wywołać polemiki - i oto chodzi (a szczególnie w dyskusjach o literaturze).
Książki, są jak filmy - tyle ze zajmują więcej czasu , to odnosnie wypowiedzi Havoca.
Jesli ludzie nie mieliby czasu dla ksiazek, to bylby naprawde problem. Aczkolwiek, jesli ktos bedzie siedzial i czytal tylko Manna, Dostojewskiego czy innego Joyce'a - to tez ma problem, bo chce byc na sile wielkim intelektualistą.
Dobry film, dobra ksiazka to najlepsza forma rozrywki. I dlatego mnie wkurwia taki havoc, dla ktorego wyznacznikiem zyciowym jest to, ile zarabiasz. Bardzo fajnie miec sporo kasy na koncie, ale mozna skonczyc jako frajer z silki, ktory pokazuje swoje zdjecia z napietym bicepsem na nw. I co wtedy? Lepiej jednak poczytac ksiazke
srodkowy palec dla hejterow ksiazek :D
Zmieniony 2009-08-08 00:35:03 przez LowRideR
"Zaloze sie, ze wiedze nt. ludzkiego ciala mam duzo wieksza od Ciebie, mimo tego, ze ksiazki Dostojewskiego czy innego palanta nigdy w zyciu nie mialem w rece."
Stary. Mowisz ze czesto chodzisz do klubow, gdzie wyrywasz lachony. Fajnie moze i poruchac dobre dupy, ale jestes rozowym frajerem, z intelektem ala Jola Rutowicz
Havoc = Jola Rutowicz netwars
a ja sie usadowie pomiędzy havociem a wami bo uważam ,że czytanie książek nie naukowych również coś daje ,ma wpływ na światopogląd itp ale takich zamulonych pseudo inteligentów co wolą mieć książke niż znajomych też nie lubie ;]
Jeszcze nie spotkalem nikogo kto naprawde przeczytalby Ulyssesa i go zrozumial, w 99% to zenujace pucowanie sie na medrca. Sam podchodzilem 3 razy, nie przebrnalem nawet 1/3, ale pocieszam sie ze 100x bardziej oczytani ludzie tez na tym polegli;]
Havoc_ piszesz o Dostojewskim per palant. Tego palanta zna caly swiat, ciebie, poza twoim wlasnym kurwidolkiem absolutnie nikt.
Dobra ksiazka pozwala czlowiekowi ksztaltowac wyobraznie, szczegolnie w okresie dziecinstwa. Pozwala na to na co film, gra czy inna wizualizacja nigdy nie pozwoli, na tworzenie wlasnej wizji swiata, innego od narzuconego. Nie mieliscie nigdy tak ze wychodziliscie z kina po ekranizacji ksiazki ktora czytaliscie z poczuciem zupelnego zagubienia?
Co do sporu na linii dres-mol ksiazkowy, to mimo ze nie bylo mi nigdy nawet blisko ani do jednej, ani drugiej opcji, zdecydowanie wybieram tego mola siedzacego pod drzewem z ksiazka w rece. Z nim mozna przynajmniej porozmawiac na temat inny niz "eee..kurwa..meta sie skonczyla ziom..poratuj setka kurwa"
A swoja droga nie ma nic gorszego od laski ktora w zyciu nie przeczytala paru dobrych ksiazek:(
Haha, Joyce to epic troll, sam powiedzial ze specjalnie pomotał i popierdolił Ulissesa zeby profesorowie przez stulecia się zastanawiali, co chciał przekazać i jak widać dopiął swego. Zieja z was.
Zmieniony 2009-08-08 01:13:20 przez Vegrabber
Tak sobie mysle ze wiekszosc ksiazek polskiej klasyki jest dobra na swoja epoke. Sienkiewicz czy Reymont w wspolczesnym swiecie miałby nikłe szanse na wydanie bo ani to sensacja ani uniwerwalne.
Naszczescie jest Mickiewicz i nie spotkalem jeszcze osoby ktorej jakis jego utwor nie przypadł do gustu :-)
Zmieniony 2009-08-08 01:28:44 przez Gordi
A Sienkiewicza i Trylogii bede bronil jak niepodleglosci:) Czytalem z 8 razy, wlasnie sobie uswiadomilem ze ostatni raz z 7 lat temu i chyba sobie odswieze;]
Polecam "The Picture od Dorian Grey" Oscara Wilde'a.
ja czekam az przetlumacza i pojawi sie w empiku 4 ksiazka StarCrafta I Mengsk
nie wiem jaka jest definicja literatury klasycznej, ale wg mnie swietny jest Wladca Much
a chcialbym przeczytac cos z Ayn Rand, ale nie moge sie zabrac za jej 800 stronnicowe ksiegi
Zmieniony 2009-08-08 03:06:20 przez DareDevil
lowrider z polki sie nie da wyjac ksiazki, jestes zwyklym wsiurem =[
zbyt dlugi #1 post wiec pewnie temat jest bez sensu
Tortilla flat
Władca Much
Kubus Fatalista i jego pan
Cesarz
lekkie miłe przyjemne
Ucieczka od Wolnosci
Nadzorowac i karac
filozoficzno psychologiczno socjologiczne :D
ciekawe mechanizmy mega wciagajace
Powinny polecieć bany dla tych którzy rozmywają temat i nie wiadomo po co chcą komuś coś uświadomić vide havoc
Od niedawna zacząłem tak naprawdę czytać bo wcześniej to ściemniałem i leciałem na opracowaniach z których nic nie pamiętam.
Z klasyki przeczytałem Małego Księcia xd
Chętnie przeczytałbym Alicję w krainie czarów i Czarnoksiężnika z krainy OZ :)
#57
zaloze sie, ze Hitlera zna wiecej osob, to swiadczy o jego zajebistosci? Nie obchodzi mnie co pisze, bo pewnie jest to pseudo inteligenty belkot, ktory nic nie wnosi do zycia.
#67
wez sie tak nie unos bo popuscisz
ostatnio przeczytalem bardziej z 'klasyki' :
'120 dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu' - Donatien-Alphonse-François de Sade (Markiz de Sade)
Gustav Meyrink - 'Golem'
Ogolnie lubie czytac, nie koniecznie 'klasyke' czy nowosci... co mi pod reke wpadnie i troche zainteresuje ;)
#69 i czego się nauczyłeś z tej pierwszej książki xD?
dlugo czekalem na taki topik :) nie mam teraz czasu sie wczytac wiec robie *bump* dla latwiejszego znalezienia
polecam "Chlopow" Reymonta - po przeczytaniu wcale nie dziwi ze dostal nobla ...
z troszke nowszych ksiazek to bardzo podobaja mi sie ksiazki W. Łysiaka - wszystkie jego historiograficzne powiesci o tematyce napoleonskiej oraz dwie inne ksiazki - "asfaltowy saloon" i "milczace psy"
Zmieniony 2009-08-08 14:20:49 przez uss.silentone
Jesli Łysiak to polityczne dobre są
Nie chce mi sie czytac wszystkich manuali a co dopiero czytac ksiazki.Nigga plz...Ksiazki ? w 21 wieku ?
Starcraft? W 21 wieku?
Starcraft skończył się w 1998
LowRideR
2009-08-07 22:28:06
Co do "Potopu" - świetnie napisane, świetnie książka zbudowana. Ja ją przeczytałem w 10 h - wciagnelo mnie zakurwiscie. Pan Wołodyjowski jest za to chujowy, i meczylem sie miesiac, i nie dałem rady
Nie wiem czy ja coś źle zrozumiałem czy Ty zażartowałeś czy coś bo chyba nie chciałeś napisać, że przeczytałeś Potop w 10h?
Zmieniony 2009-08-08 14:43:54 przez splesniak
Ja akurat przeczytałem Potop w ok. 10 godzin... ale to był horror. I nie robiłem tego dlatego że chciałem, tylko dlatego że wykładowca od fonologii angielskiej zadawał na egzaminie zerowym jedno pytanie z tej powieści, bo to jego ulubiona ("żaden student który nie zna Potopu nie dostanie u mnie celującej!" :D). Egzamin był do przodu, z książką się ledwo wyrobiłem czytając mniej więcej co 3 wyraz w każdym zdaniu... także jest to wykonalne, ale na pewno nie przy czytaniu rekreacyjnym.
W lipcu naprawdę wchuj czytałem praktycznie codziennie po kilka(naście) godzin i przy 100 stronach już powoli mózg mi się przegrzewał, rekord to 150-180 przez cały dzień "średnich rozmiarów" książki.
Fakt, że czytałem książki "naukowe", starałem się powoli żeby dobrze zrozumieć, często wracałem coś sobie przypomnieć etc. ale po prostu nie wyobrażam sobie przeczytania Potopu w 10h i dobrego kojarzenia faktów, nawet pewnie Ci "szybkoczytacze" po jakimś czasie wymiękają.
No ale chuj, może faktycznie jesteś taki fenomenalny, szczerze zazdroszczę.
Nic fenomenalnego, po prostu zapierdalasz wzrokiem po linijce łapiąc tak po 1/3 zdania. Męczące, ale miałem motywację. Poza tym zauważ że Potop to książka napisana "kwiecistym" językiem (dużo lania wody), więc przeczytanie jej dla samych faktów, tak żeby znać postacie i fabułę to naprawdę nie jest żadne osiągniecie. Ot, odrobina siły woli i pyknie.
"Rolanda" tj 1 czesc czarne jwiezy Kinga wciagnalem w jeden wieczor ale ta ksiazka ma ok 250stron. dla jednych ciezko sie to czyta ale jesli ktos przebrnal przez ksiazki Lovecrafta czy Pratchett'a to nie bedzie mial z tym problemow. problemem moze byc surrealistyczny swiat w tej ksiazce do ktorego po prostu trzeba sie przyzwyczaic. jak tylko bede mial chwile to lece do marketu po 2 czesc sagi ( ostatnio przy okazji zakupow nie bylo akurat 2 czesci, a przeciez nie zaczne 3ciej ;d )
#80 ja do LowRidera pisałem ;] Jak Twojego posta jeszcze nie było zacząłem. Ty tam się "wytłumaczyłeś" ;]
Ja jak bylem w gimnazjum to zalozylem sie z nauczycielka od polaka ze przeczytam w jeden dzien "quo vadis" , meczylem sie 8 godzin ale sie udalo:).
Moje ulubione pozycje:
Sto dwadzieścia dni sodomy, de Sade
Lolita, Nabokov
Ullises, Joyce (tamta orgia była świetna!)
Pornografia, Gombrowicz
#82
No cóż. Nie musisz mi wierzyć ;) Jak byłem młodszy lepiej mi szło czytanie niż dziś, aczkolwiek czytam naprawde szybko. No i miałem motywację , interesowałem się bardzo Polską w XVIIw. - więc tak, Potop przeszedł mi bardzo szybko.(np z innej beczki, jesli chodzi o film - Ogniem i Mieczem oglądałem pewno z 50 razy, w pewnym momencie znałem większość dialogów na pamięć ) Druga ksiazka ktora przeczytałem W MIARE szybko, w ciagu 5-6 godzin, był "Ojciec Chrzestny".
Z tym ze to było 4,5 lat temu - i niewiele do dzis pamietam z tych książek. Ostatnio Lolite czytałem w 1 sobote.
ogolne zdanie
wiekszosc tych "genialnych" wierszokletow, jak Mickiewicz, czy powiesciopisarzy, co pisze rzewnie o wiecznej milosci do kobiet i innych wynalzakch, tak naprawde byli albo impotentami, albo koniobijcami, albo mieli tak nudne zycie, ze musieli sie realizowac w pisaniu wlasnie takich wspolczesnych oper mydlanych, z zycia duzo nie mieli i sie wczuwali w swiat swoich historyjek
zaden prawdziwy facet nie pisze i nirozmysla o takich bzdurach, bo ma od tego wyobraznie i intelekt, zeby sobie zorganizowac ruchanie, pieniadze i inne niezbedne rekwizyty ulatwiajace, uprzyjemniajace zycie; na laurach nie obnosi sie z platoniczna, impotencka miloscia, tylko uprawia bydlecy, kojacy seks, zmaiast piedrolenia o niespelnionych czynach i ambicjach, zaczyna dzialac itd, itp.
Pisanie takich pseudofilozoficznych dziel jest po prostu skladaniem ofiary z goryczy i frustracji na oltarzu zycia.
chocby ten zjebany Joyce, co usmierca ulisesa, zeby o nim glosno bylo, to nie jest zaden wydumany kanon literatury pieknej, tylko rozpaczliwa walka o uwage i uznanie.
Zmieniony 2009-08-08 15:54:45 przez byczydzien
I mamy pierwszego psychoanalityka na forum. Za duzo kurew jednak
chlopie , ale taka prawda, kobieta z krwii i kosci moze byc adororwana conajwyzej tydzien, dwa tygodnie, pozniej chce sie ruchac, a nei sluchac czulych slowek i sklejanych wierszy
myslisz, ze w czasach mickiewicza, kobiety zachowywaly sie jak w jego wierszach?cipy im sie tak samo pocily jak tym dzisiejszym
a wszelkie prawiczkowe podchody w kierunku kobiet sa kopiowane wzorowo wlasnie ze scenariuszy koniobijcow literatury pieknej
Zmieniony 2009-08-08 15:59:31 przez byczydzien
Nie mow do mnie chlopie, bo to Ty sie utozsamiasz z tą grupą społeczeństwa. Życie chyba jest troszke bardziej skomplikowane niz koniobijowanine i ruchanie. No ale pewno na tym polega byczydzien
zrozum, ze sienkiewicza dziela byly czyms w rodzaju wspolczesnych telenowel telewizyjnych
gosc to robil dla kasy, musial sie kierowac opiniami ludzi, zeby to sie sprzedawalo, to nie bylo pisane, bo mial misje, natchnienie, tylko z powodu prostego zarobku, a nic innego nie mogl robic, bo byl slaby, watly i schorowany, po prostu w ten sposob sie spelnial i zajmowal swoje zycie.
nie wiem , dlaczego jest to literatura piekna, bo rownie dobrze, Wojewodzki za sto lat bedzie uwazany za genialnego przesmiewce jak kiedys Gombrowicz, bo umial stawiac odwazne tezy (polska flaga w gownie), i jak don kiszot walczyl z przedmurzem ciemnego zabobonnego katolicyzmu.
GENIALNYCH NIE DOCENIAJA ZA ZYCIA.
Ja bym troszke inna role przypisal dla Trylogii, czy Quo Vadis niz pisanie dla kasy. Owszem, Rodzine Połanieckich pisał dla kasy, ale nad historycznymi powiesciami spędzał lata grzebiac w bibliotekach...
Z tym docenianiem Wojewodzkiego to juz w ogole dojebales. Za 20 lat nikt o nim nie bedzie pamietac.
tylko dlaczego w kazdej pisze o rozrywajacej serca milosci?
szlajal sie po bibliotekach, bo nigdy nie mogl sie dogadac z plcia przciwna
jego zwiazki z kobietami trwaly krotko i byly nieszczesliwe,
Byczydzien - fajnie, tylko że w swoim czasie młode angielki miały w swoich pokojach plakaty z takim np. Byronem tak jak teraz mają z Bradem Pittem i kto jak kto, ale gwarantuję ci że taki "wierszokleta" jak on widział w realu więcej cipek niż ty kiedykolwiek zobaczysz, wliczając te na zdjęciach. Mickiewicz zresztą pewnie też. O bycie schorowanymi cieniasami też bym większości nie podejrzewał - niektórzy z tych "śmiesznych romantyków" walczyli w przeróżnych rewolucjach, Hemingway siedział razem z alianckimi żołnierzami w okopach w Hurtgen, niezliczona ilość poetów i innych pisarzy walczyła w wojnie domowej w Hiszpanii, a biografia Ernsta Jungera miażdży 99% filmów wojennych z Hollywood - a ty co? Skopałeś kiedyś dupę Czesiowi przed pubem jak obaj byliście mocno najebani?
Ogólnie te twoje posty to jeden wielki żal i zieja.
Zmieniony 2009-08-08 16:41:04 przez SeXyWombaT
Ehh... Nie mam ulubionej ksiazki. Mam moze tylko ksiazke, do ktorej xxx razy wracalem, i przy ktorej zawsze chetnie posiedze. "Wladca pierscieni" - czy to po angielsku, czy to po polsku.
Co do Joyce'a i jego nieszczesnego Ulissesa - przestancie mitologizowac, robic z tego Bog wie czego, etc. Mozna badac wszelkie zwiazki miedzy Odyseja, patrzec co Joyce robil z greckim heksametrem czy tam gdzie i w jaki sposob powscibial te wszystkie inne greckie stopy. Ale tez mozna tego nie robic, nawet gdy sie to umie. Nikt mi nie zaplaci, ze bede siegal i kontrastowal kazda ksiege Ulissesa z Odyseja, z poetyka grecka, wiec mi sie nie chce tego robic. Ale kazdy moze zauwazyc zmiany nastroju jezyka w zaleznosci od tego, co sie w ksiazce dzieje.
To ksiazka jak kazda inna. Ludzie, ktorzy ja przeczytali nie musza byc jakos szczegolnie zdolniejsi, wybitniejsi od tych, co jej nie czytali. Dla mnie Ulisses to w skrocie biblia materializmu (jako tego co dotykalne, smakowalne, widzialne etc) zawarta w tych kilkunastu ksiegach, ktore z punktu formalnosci jezyka, sa calkiem innymi i roznymi dzielami...
Z drugiej strony Ulisses Joyce'a to ukochana ksiazka domoroslych paraintelektualistow, ktorzy beda z wdziecznoscia i powabem slonia rekonstytuowac wszelkie rozmowy na ksztalt "ja czytalem, a wy nie; ja>>>>wy". Ale wowczas owemu medrkowi styknie zasugerowac, zeby przestal pierdolic, jak gowno wie (bo najczesciej rzeczywiscie gowno wie...) albo w sposob inszy - aczkolwiek rownie wykraczajacy poza konwenanse jezykowe.
Z tych godnych polecenia ksiazek (a niekoniecznie "wielkich arcydziel, ktorych jak nie przeczytasz, to bedziesz skonczonym idiota"), to poleciec moge:
"Upadek" Camus, "Psie serce" Bulhakowa, "Kosmos" Gombrowicza (konalem ze smiechu przy tym;pp), "Doktora Faustusa" Manna (chociaz cieeeeeeezkie), "Swiatlosc w sierpniu" Faulknera, "Paragraf 22" Hellera, "Drugie zabicie psa" i "Palmy ryz kazdego dnia" Hłaski, "Martwe dusze" Gogola, "Wszystko dla pan" Zoli, "Swiat jest gdzie indziej" Kundery etc, itp.
Sam teraz siedze na "Dziennikami" Gombrowicza, od ktorych odrywaja mnie dramaty Becketta i "Dziennik z podrozy" Camus. Na polce czeka "Klub Pickwicka" Dickensa, dramaty Ionesco, poluje na "Labirynt nad morzem" Herberta i cos tam Gide'a. Ale sc>>>>te wszystkie ksiazki easily...
Aaa, i najlepsza ksiazka na wakacje jaka istnieje, to imo "Trzech panow w lodce" Jerome K. Jerome! To polecam kazdemu.
A, i co do byczydzien - akurat Mickiewicz w Rosji od salonowych panienek odpedzic sie raczej nie mogl (i watpie, by jakos wyjatkowo probowal, skoro nasz Adam byl glownym bohaterem niejednego skandalu - najczesciej obyczajowego:<). A wowczas byl mlody i krew w nim wrzala - co nie przeszkodzilo, aby w mlode umysly wpajano Adasia jako wielkiego poete, gloszacego piekne i smetne idealy milosci i reszte bzdur.
Zmieniony 2009-08-08 18:39:24 przez Melkor
A'propos Joyce'a - kiedyś kolega wklejał artykuł jakiegoś nawiedzonego humanisty, który zaczynał się od "Gdybyśmy dysponowali nagraniem Joyce'a czytającego na głos Finnegan's Wake...". Jak się okazało, humanista ten nie wiedział, że takie nagranie istnieje :P
Zmieniony 2009-08-08 19:50:10 przez iluvsmygun
Graham Masterton:
Dom Szkieletow
Manitou
Zemsta Manitou
te 3 pozycje polecam goraco, ogolnie Masterton pisze dobre ksiazki ... ja w pracy sie przynajmniej nie nudze przy nich.
Po za tym ostatnio:
Koontz Dean R. - Zmrok
David Eddings, Leigh Eddings - Pieśń Reginy
Obie mnie niezbyt porwaly, dosc przewidywalna fabula i zakonczenie, i w miare przystepny temat ksiazek.
Brian Lumley - Nekroskop, Wampiry, Źródło ... jak narazie tyle przeczytalem z tej sagi, dosc wciagajace jak ktos lubi tematy wampirow, i wywiadow paranormalnych w obecnych czasach.
Krzysztof Kotowski - Marika, Japonskie Ciecie
Aktualnie czytam "Blizna" biography by Anthony Kiedis (wokalista zespołu RHCP) super wiedzieć jak na prawdę miały/mają w życiu te największe gwiazdy muzyczne.
Zmieniony 2009-08-08 20:40:13 przez Kisiel
Nasza Szkapa i Łysek z pokładu Idy - klasyka
cala rodzima klasyke wlaczajac wspolczesnych opierdolilem do konca podstawowki. w liceum probowalem siegac po ruskich niemieckich i franczeskich autorow w oryginale; nic z tego nie wyszlo z drobnymi wyjatkami. jest wiele ciekawszych aktywnosci na ktore warto poswiecic czas, proza poezja na pewnym etapie juz nie wystarczaja do ksztaltowania wyobrazni i takich takich- matma lepsza.
bardzo czesto spotykalem sie z nieudolnym snobizmem intelektualnym aka chodzenie do teatru czy dyskusje na rzekomo wazkie tematy, dosc rozpowrzechnione wsrod ludzi ktorzy nie pochadza z rodzin tradycyjnie "inteligenckich", polskich czy szlacheckich - na sile probujacych przynalezec do "elyty". cale zgadnienie mam w dupie i sila rzeczy nie mam zdania a postow nie czytam bo i po co
pts.marian
Mhmm moze ze pojebusy byly zawsze i strony typu lolshock kropka kom nie obrzydzily mnie znowu tak bardzo jak opisy z tej ksiazki...
Co do tego Ulissesa to polecała mi to osoba, która naprawdę się na tym zna, a do tego " jest kimś " ( w necie nazwisko jest w wielu ciekawych miejscach - np. telewizji). I wcale się nie chwalił, że "to jakaś super książka, którą czytają intelektualiści tacy jak on", ale po prostu powiedział, że "on to pochłonął i warto naprawdę przeczytać" i coś zaczął mówić nt. treści. Mam zamiar przeczytać, ale nie po to, aby się lansować, ale raczej w celu rozwoju wyobraźni, słownictwa, etc.
Ale z tego, co tutaj piszecie, to opinie są podzielone.
"Jesli Łysiak to polityczne dobre są"
Łysiak to taki postmodernista mieszający [wielkie[ tradycję z wulgaryzmami, emocjami, i słownictwem na poziomie budki z piwem.
Melkor:
"Na polce czeka "Klub Pickwicka" Dickensa,"
Płytka książka - nie radzę. "Pickwick" raczej mogł sprawić przyjemność w liceum / gimnazjum, ale teraz to będzie na poziomie średniej - nowej - książki przygodowej.
tachi.io
"cala rodzima klasyke wlaczajac wspolczesnych opierdolilem do konca podstawowki."
No to wydajesz się być genialnym dzieckiem. Ja tam nie znam nikogo, kto by nie miał "jakiś zaległości z literatury".
"Płytka książka - nie radzę. "Pickwick" raczej mogł sprawić przyjemność w liceum / gimnazjum, ale teraz to będzie na poziomie średniej - nowej - książki przygodowej."
AHAHAHAHHAAHHA
nie zabieraj sie lepiej nawet za Ulissesa, oszczedz ta ksiazke. blagam.
103
"AHAHAHAHHAAHHA"
Tak się składa dziwnie, że akurat Pickwicka czytałem jakoś 7 mcy temu i książka ta nie sprawiła dobrego wrażenia. Postaci są płytkie, bez dialogów wewnętrznych, jest ich za dużo (ilość postaci całkowicie niszczy jakość i głębie życia wewnętrznego). A z tytułowego Pickwicka taki "filozof", jak ze mnie alpinista (chyba tylko raz było jakieś odniesienie do Platona...) - a jak się pisze, że ma to być o wielkim intelektualiście, to wypadałoby jednak jakieś quasi-publicystyczne oraz poruszające wielkie problemy monologi/dialogi wprowadzić. Ale nie rozmowy na poziomie serialu historycznego.
Co do Melkora:
"Z drugiej strony Ulisses Joyce'a to ukochana ksiazka domoroslych paraintelektualistow(...)"
Nie Ulisses, ale Paulo Coelho.
Krytycy literaccy podobno nienawidzą dwóch rzeczy;
- Paulo Coelho
- i Harrego Pottera
Melkor:
"Sam teraz siedze na "Dziennikami" Gombrowicza,"
Wszyscy z tym Gombrowiczem wyskakujecie. Koleżanka na filologii (spec. literaturoznawstwo) uważa, że Gombrowicz to jakiś arcy-mistrz i otacza wręcz kultem tego pisarza. Palikot przecież robi to samo. Kupiłem też niedawno taki podręcznik dla początkujących krytyków literackich i co kurwa się okazało? Że najczęściej pojawiające się nazwisko to Gombrowicz! Że to arcymistrz jakiś, którego wszędzie cytują! Tymczasem takie "Ferdydurke" przy rozważaniach Kanta, czy egzystencjalistów francuskich to mniej więcej takie poziomy analiz formy człowieka czy egzystencji, jak porównanie "architektury" iglo zbudowanego na Antarktydzie do Opery w Sydney. Ale oczywiście nad "thirtydoorkey" każdy - czyli tzw. inteligenci myślący schematami akademickimi (AKADEMICY) - się masturbuje, ale "Krytyka Czystego Rozumu" Kanta ma być nudnym i "źle sformalizowanym dziełem mówiącym o niczym". Mam może takie (luźne) uprzedzenia do Gombrowicza (tego pacana masturbującego się całe lata w Argentynie), bo nie czytałem za wiele , a to co czytałem nie okazało się odkrywcze (przynajmniej pod pewnymi względami). Ale może rzeczywiście tam jakaś wartościowa głębia (namalowana językiem literackim) "tam" jest...
Zmieniony 2009-10-08 02:45:37 przez USS.Terminator
104
No z Coelho to nie wiem. Chyba gimnazjalne elity jedynie sie do niego przyznaja:<
I nie wszyscy z Gombrowiczem wyskakuja, a na pewno nie ja:< Ja go po prostu czytam - tak jak czytam setki innych roznych rzeczy, ze skladem domestosa wlacznie. Zreszta, jakby nie patrzec, to takie ubostwianie Gombrowicza kilkanascie lat (okragle czterdziesci nawet) po jego smierci, to tak naprawde wkladanie na siebie cuchnacych szat prof. Pimko (nie jestem pewien, czy to ten - chodzilo mi o tego od Slowackiego), majac nadzieje ze paryski emigrant okaze sie bardziej "nowoczesny" od cherlawego romantyka. Wg Gombrowicza dzisiaj znacznie lepiej byloby pisac o Dehnelu, Różyckim czy Szymborskiej - o "wspolczesnych piszacych", a nie kultywowac zmarlych.
I nie porownuj teorii filozoficznych do prostej krytyki na Polske XX-lecia miedzywojennego, w ramy ktorej wpleciono dygresje o formie i tresci. To sa dwie calkiem inne rzeczy, ktore maja inne role. A to, ze wsrod osob zajmujacych sie literatura nie ma zadnych interdyscyplinarnych pedow do laczenia jej z teoriami filozoficznymi czy spolecznymi - czy czesto nawet z durna historia sztuki - to inna bajka...
A Gombrowicz uchodzil za speca (jako krytyka) w sumie tylko swojej tworczosci. Jasne, pisal troche o innych (nawet w miare sensownie), ale bez przesady. I Twoje podejscie do Gombrowicza nie jest wcale takie luzne, skoro sprowadzasz jego egzystencje do trwajacej cale lata masturbacji w Argentynie. Zreszta, pewno nawet masturbacja (intelektualna tez) w ubostwie moze nie nalezec do rzeczy najprzyjemniejszych:<
Terminator, czytając Twoje posty ma się wrażenie, że kształtujesz sie na osobę, która zjadła "wszystkie rozumy". Oczywiście możesz oceniać i przedstawiać włąsne opinie, do czego powinny być książki. Ale wypadałoby co jakiś czas wklecić "moim zdaniem". Bo tak, to wygląda jakbyś mówię "jest tak jak mówię i koniec". Dla Ciebie czytanie książek o życiu, o rozterkach jest interesujące i ciekawe. Jednak np. dla mnie są to książki, które można czytać raz na jakiś czas. Bo ja osobiście nie lubie i nie chcę czytać książek, które mówią, ze zachowuję sie tak i tak bo to i tamto. "Ludzkich" przeżyć i trosk mam wystarczająco dużo w codziennym życiu. Od książki oczekuję rozrywki. Oczekuję oderwania od codzienności. Dlatego najlepiej lubię czytać ksiażki fantasy. A czytam ich na prawdę dużo. I moze nie ma tam wielkich filozoficznych dysput na sensem życia, psychologią kobiet itp. ale i takie ksiażki miewają w sobie głębię. Takie np. "inne pieśni" Dukaja. Niby fantastyka, a jakże prawdziwie przedstawia wpływ jednej formy na inną (czyli zachowań ludzi pod wpływem innych ludzie).
A co do rozwoju intelektu a sportu. Człowiek potrzebuje i jednego i drugiego. Bo i bez jednego i bez drugiego nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Jak to mówią "w zdrowym ciele zdrowy duch".
Melkor:
"wsrod osob zajmujacych sie literatura nie ma zadnych interdyscyplinarnych pedow do laczenia jej z teoriami filozoficznymi czy spolecznymi - czy czesto nawet z durna historia sztuki - to inna bajka..."
Są takie pędy!
Często do jednego zagadnienia podchodzą filozofowie/socjolodzy/psycholodzy - inna sprawa, że poziomy tych rozważań są naprawdę różne i brakuje porozumienia.
Opinia o Gombrowiczu ciekawa, a szczególnie;
"A Gombrowicz uchodzil za speca (jako krytyka) w sumie tylko swojej tworczosci."
...i to może nie jest narcyzm?
"Wg Gombrowicza dzisiaj znacznie lepiej byloby pisac o Dehnelu, Różyckim czy Szymborskiej - o "wspolczesnych piszacych", a nie kultywowac zmarlych."
Trzeba wyważyć kult tradycji, z kultem współczesności. Jak się skręca w którąkolwiek skrajność, to nigdy to nie jest właściwe.
Dig:
"kształtujesz sie na osobę, która zjadła "wszystkie rozumy"."
Nie narzucam nikomu swojego zdania, ale chcę jakoś do dyskusję sprowokować/ożywić. Na filozofii - na 1 roku - mieliśmy ćwiczenia z takim dziwnym człowiekiem (miał swój styl!), który wręcz uwielbiał wywoływać awantury na zajęciach (ludzie wychodzili dosłownie wkurwieni i pokłóceni). Na początku nikt go nie lubił, bo "rzucał takimi tekstami, które w ogóle nie powinny mieć miejsca", ale z czasem... cóż - to jego działanie miało sens. Jakby tego nie robił, to by się kończyło na tym, że każdy by powiedział jakąś tam ogólną opinię dotyczącą tekstu, ale nikt by z nikim nie polemizował (bo po co? bo każdy ma swoje zdanie, którego się i tak nie zmieni? etc.) i każdy by zapominał o czym mówiliśmy przed chwilą... a tutaj czasami chodzi o dialektykę - czyli o przezwyciężanie jednego przez drugiego. O swoistą burzę mózgów. To trochę prowokacja, trochę może "wkraczanie w nie swój teren", ale mająca rację bytu... !
Dig:
"Bo ja osobiście nie lubie i nie chcę czytać książek, które mówią, ze zachowuję sie tak i tak bo to i tamto."
Ale czasami książki o odcieniu realistycznym mają również wartość estetyczną i mogą sprawiać przyjemność. Ponadto rozwijają - budują słownik dotyczący naszego codziennego życia, sytuacji społ-polit, czy ogólnej kultury. Z innej strony sam Dostojewski pisał, że "ubodzy są ci, którzy zatracili umiejętność czytania literatury fantastycznej" (a przecież był realistą!:D)...
I w końcu; chodzi tutaj o książki, które jakby są wpisane w tradycje/ę, a więc przezwyciężyły czas, są trwałe i będą czytane pewnie i po naszej śmierci. A więc ich czytanie ma charakter jakby uniwersalny, mocno powszechny.
Dig ; "Od książki oczekuję rozrywki."
czemu nie połączyć rozrywki z rozwojem?
"A co do rozwoju intelektu a sportu. Człowiek potrzebuje i jednego i drugiego. Bo i bez jednego i bez drugiego nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Jak to mówią "w zdrowym ciele zdrowy duch"."
Tutaj pełna zgoda oczywiście, ale trzeba to akcentować. Zapominamy o tym i dochodzi do rozmaitych skrajności - albo rozwoju tylko i wyłącznie sportowego ("piłkarz" nie znający podstawowych dzieł literackich), albo tylko i wyłącznie intelektualnego (frajer wiecznie przychodzący na WF z lewym zwolnieniem). Skrajności trzeba przezwyciężać - ale najlepiej to robić w ten sposób, że się je łączy (bo często jedna skrajność uzupełnia drugą)... :-)
Zmieniony 2009-10-08 13:36:30 przez USS.Terminator
W 109 USS.Terminator napisał:
[Pokaż]
USS.Terminator
"Ale czasami książki o odcieniu realistycznym mają również wartość estetyczną i mogą sprawiać przyjemność." - ja tego nie neguję. Ba, czytuję książki realistyczne, zwykłe o życiu i przyziemnych problemach bohaterów, ich rozterkach. Jednak wiele książek, szczególnie z dużym polotem psychologicznym czy filozoficznym to komplikowanie (moim zdaniem) na siłę niektórych rzeczy.
"czemu nie połączyć rozrywki z rozwojem?"
A co rozumiesz przez rozwój? I jakiego rozwoju oczekujesz po książce? Bo przecież choćby takie książki fantasy(jako przykład) mogą w dużym stopniu rozwijać wyobraźnię, słownictwo itp. Nie koniecznie przecież trzeba poznawać dokładną analizę psychologiczną poczynań bohatera i konsekwencji jego czynów.
"przezwyciężanie jednego przez drugiego: - ja bym bardziej stwierdził, że tu chodzi raczej o to, kto ma większą cierpliwośc i zacięcie, a komu się znudzi dyskusja. Bo argumenty przekonywujące inną stronę dyskusji powinny być rzeczowe, a nie ściśle osobiste typu "Ty nie masz racji bo ja wiem, ze moja racja jest większa". Rozumiem, że prowokacja moze napędzać dyskusję, jednak moim zdaniem ludzie zbyt często jej używają (Ty także - jeżeli dobrze odczytuję część Twoich wypowiedzi). Bo rzucenie prowokacyjnego hasła może najzwyczajnie zniechęcic drugą stronę do jakiejkolwiek dyskusji. Moze także spowodować, że druga strona zamiast dyskutować o temacie zacznie dyskusję o Twojej prowokacji. I temat z ulubionych ksiązek klasycznych przejdzie na sport vs inteligencja. Bo co prawda o gustach można dyskutować, jednak jest to bardzo ciezkie. Chociażby jeden lubi książki psychologiczne, inny horrory, kolejny romanse. I nie można za bardzo stwierdzić, kto "ma rację" czy kto ma "lepszy" gust. Bo to przecież zależy od oczekiwań danej osoby od książki. czego od niej oczekuje. Dyskusje można by było wywołać, oceniając książki danego gatunku, czy ew. która książka więcej pewnych elementów zabiera. I można oczywiscie mówić, ze romansidła czytają tylko puste idiotki a książki natury filozoficznej mądrzy intelektualiści. Ale przecież to będzie jeszcze bardziej płytkie od tych romansów. Bo tak jak pisałeś o rozwoju, to dla kogoś czytanie książek np. psychologicznych może być rozwojowe i tego mogą oczekiwać od tej książki, tak dla innych ta sama książka będzie jedynie niepotrzebnym powtarzaniem oczywistości i bardzo wątpliwą przyjemności. Bo tak, jak dla jednego interujące mogą być wewnętrzne przeżycia bohatera, tak dla innych ciekawsze mogą być opisy przyrody, zależności ekonomiczne czy np. kultura elfów jaką stworzył Tolkien. I póki ściśle nie sprecyzujemy zakresu dyskusji, póty o "zwycięstwie" w niej będzie decydowało znuzenie i "poddanie się" jednej ze stron, a nie rzeczywiste przekonanie do swojej racji. Poza tym, dyskusja moze przecież być wymianą poglądów a nie od razu próbowanie narzucenia swojej racji innej osobie.
109
"Są takie pędy!
Często do jednego zagadnienia podchodzą filozofowie/socjolodzy/psycholodzy - inna sprawa, że poziomy tych rozważań są naprawdę różne i brakuje porozumienia."
Ehh, zle sie wyrazilem. Takie pedy sa, tylko najczesciej sa one niezwykle jednostkowe, przejawiajace sie w tworczosci indywidualistow. Daleko naukom humanistycznym (patrzac chocby po zajeciach uniwersyteckich etc) do glebokich refleksji wynikajacych z syntezy roznych terminow branych z filozofii, socjologii, historii literatury (czy sztuki) i historii (spolecznej i nie), ekonomii i cholera wie czego jeszcze.
A daleko im, poniewaz takie studia wymagaja niewyobrazalnej erudycji i wyksztalcenia. Szczerze mowiac, to instytucjonalnie chyba tylko MISH (Miedzywydzialowe Indywidualne Studia Humanistyczne) i niektore instytuty PAN-u daja takie mozliwosci. Choc z autopsji wiem, ze raczej nie ma co postrzegac MISHu za wylegarnie geniuszy - bo prostu moga sie zdarzyc tam ciut czesciej. Ponadto owa wiedza (suma roznych "humanistyk") rowniez moze sie okazac niezwykle ciezka do przyswojenia. Moglaby sie w pewien sposob stac "sztuka dla sztuki" - czym sie poniekad stala filozofia wspolczesnie - przynajmnej w odbiorze powszechnym.
"
...i to może nie jest narcyzm?"
Nieeeeee. Narcyzm to bardziej samouwielbienie chyba, anizeli zapatrzenie. A krytyka wlasnej tworczosci nie musi wcale byc samouwielbieniem.
Gombrowicz duzo przytaczal Sartre'a i Heideggera - takim tez go zapamietal Herbert ("Barbarzynca w ogrodzie"), w zwiazku z czym jego zwiazki z filozofia egzystencjalna byly calkiem mocne i chyba powazne. Z drugiej strony, pozostawal on zawsze aktywnym krytykiem publicystycznym, kiedy to czesto dotykal wszelkich "spolecznych tematow". Andrzej G. bardzo wyraznie odroznial "sztuke" od publicystyki. Wiec szufladkowanie go jako narcyza nie wydaje mi sie zbyt trafne.
Raczej widzialbym w nim Camus'owskiego Jonasa malujacego po zewnetrznej scianie dzielo i balansujacego miedzy "solitaire" a "solidaire". Przynajmniej w jego publicystyce na temat redefinicji "polskosci" czy dyskusji nad polska kultura. Natomiast gdy wplywal swym piorem na tereny sztuki, stawal sie samotnym, nie majacym szans ni perspektyw na zrozumienie czegos innego poza wlasnym "ja".
"Trzeba wyważyć kult tradycji, z kultem współczesności. Jak się skręca w którąkolwiek skrajność, to nigdy to nie jest właściwe."
A to z kolei brzmi dla mnie jak podszyty Arystotelesem slogan.
Zmieniony 2009-10-08 14:33:51 przez Melkor
A swoją drogą mam znajomego, który bardzo lubował się w książkach psychologicznych i twierdził, że dzięki nim ma szersze spojrzenie na świat i zachowania innych ludzi. Jednak miał problem. Otóż za często widział gdzieś "drugie dno" czy też psychologiczne analizy jakiś zdarzeń, zachować czy słów. Nie było możliwości przetłumaczenia mu, ze pewne rzeczy sa proste i już, nie musi być w nich 10 znaczeń. To tak jak z poezją, gdzie po latach na jedno zdanie w wierszu powstanie tyle znaczeń, ze można wypracowania pisać o "co autor miał na myśli".
Dig
-->Mądrze piszesz. Szkoda tutaj wchodzić w zaawansowane szczegóły ( bo to forum raczej komputerowe - jak już coś piszemy, to róbmy to z głową i docelowo w takich miejscach, w których byśmy mieli z tego jakiś zysk ), ale... ogólnie "5+ do respectu+.
Melkor:
"A daleko im, poniewaz takie studia wymagaja niewyobrazalnej erudycji i wyksztalcenia."
Zapominasz o jednej rzeczy - mianowicie doświadczeniu. Nie ma humanizmu - czyli pisania/mówienia/malowania/etc. o człowieku - bez doświadczenia życia oraz doświadczenia tego, co każdy człowiek przeżywa. Nie ma. A tradycja/wykształcenie (czy to filozofia, czy psychologia, czy literatura) jest IMHO rzeczą wtórną. Lepszym humanistą jest przeciętny historyk doświadczający jakiś naprawdę undergroundowej i niedostępnych dla innych rzeczy, niż zamknięty w murach akademik (nawet z lepszą erudycją).
Dziękuję za temat - poszedł w tym kierunku, który pokazał, że nie są to puste rozważania.
pozdr
Zmieniony 2009-10-08 17:04:02 przez USS.Terminator
ja czytam tylko pasek na tvn24
Ulissesa gdzes w okolicach tureckiej lazni odlozylem (tymczasowo).
taki Umberto Eco i jego cegly aka "Wahadło Foucaulta" tez moze nie sa lajtem ale 'lekkie' zabarwienie sensacyjne daje jakiegos kopa zeby ta ksiazke pokonac ;)
ja osobiscie nie lubie jak sie ksiazka za szybko konczy wiec imo cegly rzadza.
Boze igrzysko Daviesa to prawdziwe wyzwanie grubo ponad 1k stron o historii i mimo tego, ze w miedzy czasie zjadlem pare innych pozycji (w tym trylogie fantasy Martina, ktora byla dluzsza od tych calych igrzysk;) to ksiazka byla zajebista, bez jakiegos nuzacego pseudointelektualnego (lub po prostu intelektualnego) belkotu, do ktorego prawdopodobnie albo nie dojrzalem albo jestem na niego za glupi (co bardziej prawdopodobne).
Imo Ulisses w sam raz na emeryturke jak juz masz za soba te 1k ksiazek ;)
Lubię dużo i różnych. Szczególnie Fausta, Goethego.
Ostatnio Puszkin. Jak kogoś interesuje moje zdanie, to mogę napisać więcej...
prolamer
Zmieniony 2009-10-08 19:40:16 przez Ignoranza
116
Ale wiersze czy poematy Puszkina? I w czyim przekladzie?
115
Phi, 1k stron to nic. Polecam w "Poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Kolejna ksiazka napisana przez "najwybitniejszego pisarza XX wieku" (juz z kilku znam najwybitniejszych ;pp) i uwazana jest za nie mniej wybitna. A ze odrobine czytania jest, taka w sam raz pod poduszke.
Eco fajny, ale od "Wahadla" wole "Plomien krolowej" czy "Baudolino". Przyjemniej sie czyta;p
Melkor
Przełożył Seweryn Pollak i Tadeusz Stępniewski (ale przyznam bez bicia, że nie patrzyłem na tłumaczenie). Zacznę od prozy, a jak poznam rosyjski na tyle, by móc czytać w oryginale, to ze słownikiem przecierpię (w zachwytach) resztę.
Ale nie tylko romantyków lubię. Z polskich autorów zdecydowanie lubię Gombrowicza. Nieliczna naprawdę światowej klasy literatura.
Jeszcze tyle do przeczytania przede mną...
Cóż, Gombrowicza mimochodem wspomniałem, a tu o nim wielka dyskusja była :)))
Dopowiem więc jedynie, że Gombrowicza nie znałem w zasadzie, kiedyś po prostu wypożyczyłem kilka jego książek; przeczytałem i podoba mi się sposób, w jaki pisze. Nie o to chodzi, że się z nim zgadzam we wszystkich kwestiach, a już w ogóle ślepo zachwycam. Doceniam przede wszystkim formę.
Zmieniony 2009-10-08 20:20:24 przez Ignoranza
Jeżeli o mnie chodzi to z moich faworytów, to jestem zajebistym fanem Waldemara Łysiaka. Tak to polecam też Mackiewiczów, szczególnie Stanisława ale to bardziej dla kogoś interesującego się polityką.
Z klasyki to mogę porozmawiać o konkretnych tytułach bo tak wymieniać to mi się nie chce i i tak wszyscy mieli by to w dupie.
118
Na pamiec chyba;p
119
Nie no, z ciekawosci pytam, bo sam mam Tuwima "Lutnie Puszkina", ktora sprowadza sie do kilku wierszy i fragmentow poematow, pomimo,, ze wszelcy literaturoznawcy etc, zawsze ja zachwalali jako arcydzielo, etc.
Ale jakos nigdy nie mialem czasu ani okazji glebiej nad Puszkinem usiasc, choc dla Rosjan on jest takim chyba Kochanowskim i Mickiewiczem w jednej osobie. Jak troche siedzialem nad poezja rosyjska przelomu XIX i XX wieku (symbolizmy, imazynizmy, akmeizmy, futurymy, etc) to w czyjejkolwiek poezji wowczas dostrzegano taki, a taki wplyw Puszkina. Chyba tylko Majakowski i pozostali futurysci jakos sie odzegnywali od niego uparcie walczac z tradycja.
Doczytalem do 70 posta - dalej nie moglem.
@havoc
Zaatakowales terminatora stereotypem, piszac, ze tzw. 'literatura wyzsza' interesuja sie tylko 'grube cioty w glanach siedzace pod drzewem' Terminator odpowiedzial rowniez stereotypem, dotyczacym inteligencji bywalcow silowni, a ty sie uniosles. Widzisz bratku, zginales od wlasnej broni.
Swoja droga mlodziez w glanach chyba bardziej interesuje sie wladca pierscieni i zmierzchem, ew. wygladem Pattisona, niz literatura, o ktora chodzilo terminatorowi.
Niestety 'literatura wyzsza' nie jest w Polsce glownym hobby nastolatkow, a to wszystko zawdzieczamy choremu systemowi szkolnictwa. Tluczenie ludziom - do bolu - ze Mickiewicz wielkim poeta byl (specjalna zmiana nazwiska 'poety'), ew. lizniecie Gombrowicza, czy Camusa.
Skupmy sie tutaj na przykladowym 'przerobieniu' Dzumy. Przyblizymy sobie postacie, fabule.
Nie wspomnimy natomiast o dramacie postaci, ich katharsis (pisze ogolnikowo, bo to nie czas, ani miejsce na analizowanie lektury). Nie dodamy nic na temat historii powstawania lektury, jej przewrotnej polemiki z inteligencja francuska, ktora w trakcie wojny udawala, ze nie widzi jej okropienstw. Mozna pisac, pisac, i pisac...
Dzieki temu dorastaja nam kolejne Havoci (przepraszam, uzylem twojego nicka tylko dla ukazania zjawiska, nie w celu ataku), ktore uwazaja, ze czytanie literatury to bzdura, glupota, strata czasu.
Nie jestes w stanie sobie wyobrazic jak to rozwija twoja osobowsc. Nie chce Cie tu do niczego naklaniac, postepuj jak uwazasz. Czasem warto sie jednak uwolnic od stereotypowego myslenia i sprobowac czegos nowego.
Aby rozwiac twoje watpliwosci - nie ubieram sie na czarno, nie nosze glanow, nie slucham metalu, mam duzo przyjaciol, uwielbiam dobre imprezy z masa pozytywnej energii. :)
Zmiana tematu.
W literaturze s-f, fantasy rowniez mozna dojrzec perelki, ktore zmuszaja do zadumy. Posrod calej masy gniotow i ZLA, ktore zmajstrowali tacy ludzie jak King, Rowling i inni, widzimy takie diamenty jak Asimov, czy chociazby Dick. Swoja droga pamietam wywod mojej pani dr Poetyki nt. Pottera i jego pomocy w akceptowaniu wlasnego dojrzewania i seksualnosc.
Zmieniony 2009-10-08 21:23:41 przez Sleepwalker
TEMAT ZAMKNIĘTY po 2 tygodniach automatycznie.