2009-12-07 19:56:43
[#1] Vader'
Sprawa wyglada tak:
Znajomy kupil samochod, po miesiacu go sprzedal. W momencie zakupu jak i sprzedazy przeglad byl zrobiony, skonczyl sie po 3 tyg od sprzedazy. Nowy wlasciciel aby go zarejestrowac musial oczywiscie zrobic przeglad i tutaj pojawil sie problem. Okazalo sie wtedy ze jeden z nr nadwozia ma przegnite ostatnie 2 litery (oczywisice wszystkie pozostale nr sie zgadzaja) i nie jest mozliwe zrobienie przegladu do momentu wyprostowania tej sprawy (czyli udanie sie do rzeczoznawcy, odebranie odpowiedniego zaswiadczenia, zalatwienia tabliczek w urzedzie miasta itp).
Kupujacy teraz domaga sie zalatwienia tego przez sprzedajacego, powolujac sie na rekojmie oraz zatajenie tej wady.
Wiadomo ze w standardowych przypadkach gdyby samochod sie po prostu zepsul to nie byloby najmniejszego problemu, widzial co kupuje itp i po prostu mozna by go bylo wysmiac.
Jednakze ta sytuacja moze byc troszke inna, pytajac dzisiaj u rzecznika praw konsumenta powiedzial iz w tym jednym przypadku takie zazalenie _moze_ byc uznane przez sad i jakies tam teoretycznie sa powody do tego aby mogl sprawe wytoczyc.
Pytanie czy ktos zetnkal sie z takim przypadkiem wczesniej. Ewentualnie jakimkolwiek przypadkiem w ktorym po zakupie samochodu kupujacy cos wywalczyl w sadzie.
Wg mnie i wielu osob z ktorymi sie konsultowal sprzedaca sprawa jest jasna, kupujacy moze go pocalowac w pompke.
Czy jest tak na pewno ? pytam ludzi ktorzy mieli do czynienia z podobnym przypadkiem, sa "z branzy" a nie osob "ktore wiedza najlepiej".
Kupujacy straszy sadem i nie wiem czy na 100% mozna go wysmiac.
Znajomy kupil samochod, po miesiacu go sprzedal. W momencie zakupu jak i sprzedazy przeglad byl zrobiony, skonczyl sie po 3 tyg od sprzedazy. Nowy wlasciciel aby go zarejestrowac musial oczywiscie zrobic przeglad i tutaj pojawil sie problem. Okazalo sie wtedy ze jeden z nr nadwozia ma przegnite ostatnie 2 litery (oczywisice wszystkie pozostale nr sie zgadzaja) i nie jest mozliwe zrobienie przegladu do momentu wyprostowania tej sprawy (czyli udanie sie do rzeczoznawcy, odebranie odpowiedniego zaswiadczenia, zalatwienia tabliczek w urzedzie miasta itp).
Kupujacy teraz domaga sie zalatwienia tego przez sprzedajacego, powolujac sie na rekojmie oraz zatajenie tej wady.
Wiadomo ze w standardowych przypadkach gdyby samochod sie po prostu zepsul to nie byloby najmniejszego problemu, widzial co kupuje itp i po prostu mozna by go bylo wysmiac.
Jednakze ta sytuacja moze byc troszke inna, pytajac dzisiaj u rzecznika praw konsumenta powiedzial iz w tym jednym przypadku takie zazalenie _moze_ byc uznane przez sad i jakies tam teoretycznie sa powody do tego aby mogl sprawe wytoczyc.
Pytanie czy ktos zetnkal sie z takim przypadkiem wczesniej. Ewentualnie jakimkolwiek przypadkiem w ktorym po zakupie samochodu kupujacy cos wywalczyl w sadzie.
Wg mnie i wielu osob z ktorymi sie konsultowal sprzedaca sprawa jest jasna, kupujacy moze go pocalowac w pompke.
Czy jest tak na pewno ? pytam ludzi ktorzy mieli do czynienia z podobnym przypadkiem, sa "z branzy" a nie osob "ktore wiedza najlepiej".
Kupujacy straszy sadem i nie wiem czy na 100% mozna go wysmiac.
