Drogie NW, jako że tatusiów jest tu już całkiem sporo, a ja jestem na etapie szukania jakiś zabezpieczeń do szuflad/szafek to aby nie przechodzić już raz przebytej rzeki chciałbym Was spytać o radę.
Z których zabezpieczeń korzystacie? Jakieś uwagi co do tych najpopularniejszych?
szuflady chcę zabezpieczyć tym:
http://allegro.pl/ikea-zabezpiecznia-szafki-szuflady-blokada...
Problem mam z szafkami (nie mam "rączek" a takie "kulki" za które się ciągnie).
Jak Wy sobie poradziliście z "blokadami"?
Do pokrycia mam ~30 szuflad i ~30 szafek.
Dodatkowe pytanie, jak zabezpieczacie piekarnik, pralkę i zmywarkę?
pzdr,
D.
po to dziecko ma mleczaki byś nie musiał zabezpieczać szafek
#2 this
jebnie pare razy i sie nauczy :D
moja siostra jedyne co zrobila to "wiazala" szuflady, bo jej mala zaczela je otwierac i sie wspinac, a tak to jak jebla to plakala i sie oduczyla, ale gdzies po 3 razie ;d urwis straszny jej rosnie
Przecież te zabezpieczenia to w dużej części przed dzieckiem chronią a nie na odwrót :)
#4
no u mnie syn jest taki pomysłowy, że otwiera 3 szuflady robiąc z nich "schodki" i wchodzi na blat kuchenny. Ostatnia z szuflad ma noże, a poza tym upadek z blatu na płytki do przyjemnych nie należy...
Poza tym ostatnio dorwał się też do zabawy której zasady są bardzo proste:
- zlokalizuj szufladę
- wyrzuć wszystko ze środka
- wejdź do niej
- próbuj zasunąć z powrotem szufladę
tak się chowa... tylko jak obskoczy wszystkie szuflady do których ma dostęp to później pół dnia sprzątania :(
Dochodzi do tego też kwestia szukania ciekawostek w zmywarce, pralce i piecyku... wolałbym aby w środku się nie bawił a już go X razy złapałem na próbie sforsowania "drzwiczek".
#3
dzięki za poprawę, niestety już nie mogę bo "edit" mi wygasł zmienić #1.
Zmieniony 2015-01-19 09:42:58 przez SoVa
wypierdol meble i nie ma problemu ;D
zabezpieczysz szafki i wyjdzie z dziecka życiowa ciota. albo jeszcze gorzej: pedalska.
#1
To Twoje dziecko i Ty decydujesz, ale mnie wkurzają rodzice co jak dziecko kichnie to zbierają je i biegiem do doktora by dał mu antybiotyk, jak sie uderzy w szafkę to okleja szafkę gąbkami. Dziecko może bawić się jedynie zabawkami z atestami. itp.
Takie dziecko będzie nieprzystosowane do życia, nieodporne bo nie wytworzy własnych przeciwciał, nie nauczy się uwagi bo wszystko będzie za nie zabezpieczane, a jak dorośnie to będzie głosować na PO, żeby jak tatuś zabrało mu wszystko ale dało obite gąbkom meble.
Upadki i guzy hartują i uczą, powodują płacz tylko przez pare minut, trzeba patrzeć dalej ...
no ale jak mówiłem Twoj dziecko Twoje prawo
Wszystko spoko K-mail, rozumiem Twoje podejście. Ale naprawdę dzieci nie są dorosłe/świadome i mogą przypadkiem stracić oko i jest lipa na całe życie. Myślę, że Sovie bardziej chodzi o to, a nie o guza czy inne zadrapanie. Sam nie mam dzieci i nie wiem jak się będę może w przyszłości zachowywał, ale myślę, że tak jak ze wszystkim trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy byciem nadopiekuńczym, a pozostawieniem dziecka samego sobie.
#11 dodam jedno, sam się teraz mądruje bo jeszcze nie mam swojego, a jak będe miał (jak Bóg da) to będę pewnie latał i pierwszy obijał meble podwójnym materacem ;)
Ta nie no jasne, dajmy dziecku dostep do szafki z nozami czy domestosami, niech sie hartuje:)
Jak napije sie domestosa to znaczy, ze ewolucja dziala i trzeba robic nastepne dziecko liczac, ze wylosuja sie lepsze geny. Tak robili nasi pradziadkowie i nikt nie narzekal.
najlepsze rady od kawalera :D
ja tam hartuje dzieci jak się da, jak temperatura jest do +5 to np. moje dzieciaki na dworze nie mają czapek i ubieram je dość lekko (czytaj, jak siebie a nawet czasem lżej). W sumie od narodzin po dziś dzień nie mają skarpetek (ciaglę bosą stopą chodzą). Staramy się dzieci nie przegrzewać. Hejt ze strony rodziny (zwłaszcza tej starszej typu pra-babcia) jest niesamowity. Zdarza się, że losowe babki w sklepie itp. potrafią się wpieprzać i wyzywać mnie od <znieczulonego rodzica>. Inna sprawa, że moje dzieci mają 13m i jeszcze nie chorowały, a na dworze są chyba codziennie od 7 dnia urodzin (wtedy opuściliśmy szpital).
W sumie moje dzieci mają looz w domu i robią co chcą. Nie obijam materacem czego się da. Problem w tym, że są w domu np. chemikalia, które muszę gdzieś schować a jak sam opiekuję się dziećmi i np. pójdę się wysrać to nie chcę myśleć czy np. syn nie wyciągnął noża i nie dźga akurat siostry... stąd te "krytyczne" rzeczy chciałbym zabezpieczyć.
Pzdr,
D.
Zmieniony 2015-01-19 10:11:39 przez SoVa
a w sumie najgorszy hejt to był nie w sprawie ubioru dzieci... ale rodzina nie może przeboleć "zakazu bujania". Naszych dzieci się nie buja i jak były małe i każdy brał je na ręce to instant opierdol szedł :P
u nas było :
http://allegro.pl/zabezpieczenia-do-szafek-zamkniecia-szafki...
http://allegro.pl/zabezpieczenie-szafki-szuflad-canpol-lodow...
Pierwsze okazało się za krótki, drugie nie wytrzymało szarpania.
Szafkę z chemią w łazience 'wiązaliśmy' jego starym ubrankiem bo nic innego nie zdawało egzaminu.
Co do grzebania to chyba nie ma innego opcji jak przetrwać ten okres :D. Z najniższych szuflad powyciągałem wszystko co mogło być niebezpieczne. Jeżeli chodzi o wyciąganie szuflad, dobrze się sprawdza listwa którą po prostu wsuwasz od góry przez wszystkie szuflady.
A tak to oczy wszędzie a i tak sobie zrobią krzywdę :D
aaa no i warto się przyjrzeć łóżko składane/kojec - chujowo to brzmi ale jest zajebiste.
Zmieniony 2015-01-19 10:30:21 przez Tasiorex
Poszukaj blokad na magnes. Nie widać tego z zewnątrz , przykładasz magnes matke do frontu blokada puszcza i otwierasz. Mam tak całą kuchnię zrobioną i nie wyobrażam sobie szpecić chaty jakimiś plastikowymi klamrami i innymi gówienkami samoprzylepnymi.
Jak jest u nas:
Pralka z funkcja rodzicielską , tj . Blokada przycisków ( nic się nie działo to odpuszcza tzn. nie pika nie świeci itp)
Zmywarka raczej mało atrakcyjna, wiec nie powinno być problemu, przynajmniej u nas nie ma.
Te zabezpieczenie na szuflady mało praktyczne szybko się rozwala , mieliśmy takie same.
P. S Nie taki diabeł straszny jak go rysują tak ze na spokojnie poczekaj jak sytuacja się rozwinie;-)
Mój syn potrafił rozbroić każde.
ewentualnie dobra opcją zabezpiecznia na narożniki np stolików żeby nie było ostrych ran :D
Hehe, wiadomo, ze i tak beda odwalac lepsze numery, kiedy nie patrzysz ;).
heh ostatnio córka 13 miesięczna odwaliła taki numer
http://i.imgur.com/EvmceMO.png
dobrą opcją wydaje mi się zabezpieczenie na gniazdka, i moja córka lubi wyrzucać rzeczy z szafek, wytłumaczyłem jej że tylko z jednej może brać rzeczy i żona non stop musi sobie układac ciuchy :))
Zmieniony 2015-01-19 12:48:12 przez JuNkY(GN)
zarzuć linkiem z czymś takim plz
z pralką to niby mam funkcje blokady dziecięcej, ale ta działa tylko jak pralka chodzi. Jak jest pusta to chłopak buszuje w bębnie + blokada dziecięca nie chroni przed zmianą programu -> tutaj mały już nie raz przestawił mi program z "szybkiego 15 minutowego" na "4 i pół godzinny" :(
Zmywarki też nie otworzy jak zmywa (blokada), ale jak stoi z brudami to już wiesza się na klamce i otwiera (i buja się na drzwiczkach)
U mnie maluchy na gwiazdkę dostały samochodziki. Teraz syn podjeżdża sobie nim do czegoś do czego wcześniej nie sięgał (fotel, krzesło, skrzynia) i po nim wspina się. Znalazł już opcję na dostanie się do włącznika świateł i jak sfiksuje się że musi zgasić/zapalić światło to "po trupach do celu" :P Jak raz siostra siedziała sobie przy kanapie to po niej wszedł (zdeptał ją)
Te zabezpieczenia mam na większość gniazdek, bo od małego syn lubi wtykać to co ma pod ręką (dlugopis, słomke itp.) w kontakt. Wszystko to co jest na stałe podpięte do gniazdek to wyjmuje i wkłada aż mu się nie znudzi (dobrze że szybko się nudzi). Ostatnio wspinał się po kablu prądowym na parapet (na którym stała wieża). Na szczęście stała pod skosem i spadła obok, a nie na małego.
A z szufladami to też jest tak, że ma swoje ulubione, ale często rozbrajając szufladę potrafi zabrać jakiś ciuch i go przełożyć do innej (lub co gorsza w inne miejsce, np. znalazłem już skarpetki w koszu na śmieci oraz utopił mi jednego kapcia w kiblu).
lol #10
masz dzieci? Upadki i guzy niby spoko, ale dziury w czaszce i uszkodzenia mózgu jak dziecko pełnym pędem wpadnie przewracając się na kant jakiegoś mebla, to już inna kwestia.
Przed rzeczami, które mogą spowodować permanentny uszczerbek na zdrowiu należy dzieciaka chronić, czy to poprzez zabezpieczanie kantów, czy ostrzeganie, czy potem zabranianie.
Głosowanie na PO => zabezpieczanie kantów => głosowanie na PO. Gratuluję rozumowania.
Głosowanie na KNP wg Ciebie to pewnie wyrzucanie dziecka na środku jeziora żeby się pływać nauczyło.
#24 musi 2 latka w grafice ;d
kurwa, jak czytam te wpisy to sie zastanawiam jak was matki wychowaly w 1 kawalku bez tych wszystkich udogodnien...
hehe, wchodze na wykop, a tu to:
http://tiny.pl/qzn35Wczoraj dowiedziałem się, że pewne dziecko w mojej rodzinie przez pierwsze 10 miesięcy nie wyszło z kojca ponieważ rodzice się bali, że mu coś się stanie.
Jak słyszę o tych wszystkich zabezpieczeniach i dzieciach na smyczy na ulicach to zastanawiam się jakim cudem nadal kurwa żyję!
"moja córka lubi wyrzucać rzeczy z szafek, wytłumaczyłem jej że tylko z jednej może brać rzeczy"
#24 - bezstresowe wychowanie? :D
Z doświadczenia mogę powiedzieć, że 'zdroworozsądkowe' podejście do wychowania/dbania o dzieci kończy się w momencie gdy zaczyna chodzić o nasze dzieci.
Część osób wyrywa chyba trochę z kontekstu niektóre zdania i myśli, że ktoś jest nadopiekuńczy bo stosuje blokady do szafek ;d
https://www.youtube.com/watch?v=cy1ym8NxdyI
Naprawde dziecku nic sie nie stanie jak je do wody wrzucisz. ;P
Woda to naturalne srodowisko dla takiego bobasa przeciez. Zacznij nauke od najmlodszych lat, dzieciak potem bedzie lata swietlne przed innymi.
Raczej sposob na tekst zony "nie mam sie w co ubrac" - ciagle uklada to wie ile ma. :D
Zmieniony 2015-01-19 15:34:04 przez AlienStalker
no wybaczcie, wychowanie nie polega na tym, zeby dziecko zamknac w zabezpieczonym pokoju, tylko bez przerwy przy nim byc, a przy pierwszej mozliwej okazji puscic je do zlobka / przedszkola, zeby mialo stycznosc z innymi dzieciakami...
nie, nie mam wlasnych dzieci, mam 2 chrzesnice, obydwie zyja w 'doroslych warunkach' bez zadnego zabezpieczenia(z wyjatkiem tego zwiazania szuflad przy podlodze u siostry), ani jednej gabeczki, ani jednego ochraniacza czy jakichs blokad.
rodzice widza ze idzie gdzies samo, to idzie ktores za nim. widzi ze sie dobiera do czegos co moze zrobic krzywde to mu zabrania, mowi ze 'sii' i odklada wyzej...
naprawde myslicie ze jak wszystko zabezpieczycie i dziecko przebrnie przez etap poznawania bez usterki to dostaniecie order dobrego rodzica? tyle ile im dacie(w szczegolnosci w miesiacach 10-36) - tak mocna wiez bedziecie miec pozniej...
ale chuj samowolka, zamknij dziecko w pokoju, najlepiej z materacami na scianach, bez klamek i idz sie spokojnie wysrac :D chyba ze Ci sie dzieciaki 6cio letnie bawia we wspinaczki po szufladach, to rozumiem Twoj wstyd, wtedy nie mam juz pomyslu co zrobic, bo prawdopodobnie jest juz za pozno ;p
#WUJEKDOBRARADA
;]
Dobra a po którym poście twierdzisz, ze ktokolwiek wyżej chce zastąpić opiekę zabezpieczeniami?
AlienStalker
No to proponuję wrzucić swoje dziecko do wody na środku jeziora i tam je zostawić. Nic się w końcu nie powinno stać.
niektorzy tu wypisuja takie bzdury jakby w zyciu dzieciaka na oczy nie widzieli ale na ich chlopski rozum tak powinno byc ;]
Czy ja gdzies mowie o wrzucaniu na srodku jeziora? Masz jakies przykre doswiadczenia z kawalem o Jasiu? :D
Jasiu chce popływać i pyta ratownika o zgodę:
- Czy mogę popływać w tym basenie?
- Musisz mi najpierw pokazać jak pływasz.
Jasiu zaczyna. Robi fikołki, pływa, nurkuje. Wreszcie ratownik pyta:
- Gdzie ty nauczyłeś się tak pływać?
- Tata wyrzucał mnie na środek jeziora.
- To pewnie trudno było dopłynąć do brzegu?
- Nie - mówi Jasiu. Najtrudniej było wydostać się z worka.
Odpisywałeś na 26, a on tam pisał o wrzucaniu na środku jeziora.
A to, że niemowlaki potrafią zachować się w wodzie to chyba już w obecnych czasach każdy rodzic (mam nadzieję) wie:)
Zmieniony 2015-01-19 17:42:40 przez GwiGwi
Kurde ja nie wiem, mój skończył własnie 2 lata i nie mam i nie miałem w ogolę takich problemów, nic nie montowałem na zmywarkę, ani pralkę, nie mam żadnych funkcji rodzicielskich a może mam tylko nie wiem. Mój syn nam tego nie włacza chyba że na nasza prośbe np jak wkładamy pranie i prosze go żeby włączył to wtedy to robi i się cieszy a tak po za tym nie, to samo ze zmywarką nigdy nie było problemu czasem coś tam próbował nacisnąć pare razy ale generalnie po kiwnieciu palcem odpuszczał i już tego nie rusza chyba że dostaje przyzwolenie to wtedy z checią pomaga w obowiązkach i odpala mycie. Chyba mam jakieś zajebiscie grzeczne dziecko z tego co czytam
Zmieniony 2015-01-19 18:14:28 przez ZuluNation
#40
taką mam córę. Syn jest dużo bardziej aktywny i zabezpieczenia planuje dla niego, córka jest "Spokojna" :)
Ja mam mały huragan a i tak jak odwiedzają nas znajomi z dziećmi to się wydaje być z nich najgrzeczniejszy.
Póki co mam w kontaktach tylko:
http://allegro.pl/b02-zabezpieczenia-gniazdek-kontaktow-zasl...
ale w większości musiałem trochę pilniczkiem dziurki powiększyć bo inaczej to chujowo wchodziło a przy ściąganiu szło kontakt wyrwać :)
są dzieci i dzieci ja tez byłem zawsze zajebiscie spokojny
gejmer od brzdąca
Nie ma co zabezpieczać. I tak wszystko ogarnie prędzej czy później.
Trzeba tłumaczyć, że nie można otwierać.
Przejdzie mu w końcu ten etap.
Jak byłeś mały to miałeś blokady na szuflady? Po co blokować? Trzeba tlumaczyć i uczyć. Ja przy moim stałem przy szufladach i pozwoliłem otwierać i się nimi bawić. Wkładał ręce pomiędzy szufladę a drugą popychał z dużą siłą więc od razu widać, że grozi to płaczem. Blokowałem szufladę od dołu i czekałem aż zrobi to słabiej i wtedy puściłem szufladę by stało się to co powinno bez mojej pomocy. Lekko przytrzasnął rączkę, nie zapłakał, ale widział, że boli i póki co przestał aż tak szaleć z tymi szufladami. Woli teraz wyciągać takie małe szufladki z innej szafki niż z impetem zamykać duże.
Jak chcesz mimo to kupić blokady to kup na wszystko co masz w domu bo teraz są szuflady, zaraz będą szaki, lodówka, pralka, piekarnik a potem ściaganie sprzetów ze stołu/blatów itd itd...
Pilnować i uczyć, a nie blokować.
Ja bym w pierwszej kolejności blokadę na barek z alkoholem kupił.
Najlepiej z szyfrem żeby żona też nie mogła wpierdalać łap tam, gdzie nie jej miejsce :>
tutaj muszę się zgodzić z Patrykiem, niech się uczy skurwol na błędach, albo selekcja naturalna i eot.
jak już wyżej ktoś pisał, nie chcę zabezpieczać 100% chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby zabezpieczyć np. szafkę z domestosem, szuflady z nożami itp.
Widać Macia że nie masz bliźniaków, bo jak byś uczył "bezpieczeństwa" 2 na raz będąc sam w domu (z dorosłych)?
Wczoraj jak poszedłem się odlać do kibla to wziąłem ze sobą syna (bo ten najczęściej coś dziwnego wymyśla i wolałem nie ryzykować) i pilnowałem aby akurat "domestosowych" szafek nie ruszał. W międzyczasie siostra korzystając ze swobody braku nadzoru porozsuwała sobie szuflady w kuchni robiąc z nich "schody", weszła na blat i siedząc na suszarce lizała tarkę. Na tej samej suszarce były noże itp.
Ja serio nie chcę zrobić z nich jakiś ułomnych dzieciaków, chodzi mi tylko o ich bezpieczeństwo i moją wygodę.
Co do takich rzeczy, jak lodówka/zamrażalnik to tam sobie raczej nic nie zrobią i to że codziennie bawią się w otwieranie zamrażalnika i chowanie tam zabawek mi zwisa w sumie. Bardziej żonie to przeszkadza bo boi się że rozmrozi się żywność którą tam trzymamy :P
a co do ściągania sprzętów z blatów, to już się dzieje i poza zwinięciem obrusów i permanentną edukacją nie robię nic.
To moze zamknij siostre na chwile zeby sobie frywolnie nie latala jak jej nie widzisz ?:> tym bardziej po kuchni ?:O
Zreszta co to za filozofia przeniesc chemikalia gdzies wyzej ? nie masz jakiejs szafki wiszacej ???
Wszystko ok, ale po przeczytaniu:
Zastanawiam się o co chodzi z zakazem bujania :>
W 49 Res)Nietzsche napisał:
[Pokaż]
mam mieszkanie bez drzwi na dolnym piętrze (poza łazienką) i pokojem w którym pracuje. Kuchnia jest otwarta.
Kojec nie stanowi dla nich problemu (przechodzą górą w mgnieniu oka).
Móglbym wynosić małą/małego na górę - ale tam podobnie jak z dołem, co prawda są drzwi w sypialniach ale zachodu przy przenoszeniu dzieciaków jest więcej. Jak ja jestem w domu to mogę wrzucić dzieciaki na górę ze 20x dziennie, ale jak zostanie w domu sama moja ciężarna żona to nie karzę jej przy każdym przewijaniu jedno z dzieci zabrać na górę itp.
a co do migracji gratów z szafek to:
Chemikalia były wyżej a z wyższych półek (wiszących) przerzuciłem na dół talerze. Kilka już zdążyli stłuc (dokładnie 2).
Mam określoną liczbę szafek i nie stoją one puste. Jak coś wyjmę z X i przełożę do Y to te graty z Y też muszę gdzieś upchnąć. Stąd pytanie o zabezpieczenia, a Wy tu dajecie takie porady jakbyście wszystkie mózgi pozjadali. Chyba wiem jak mam w domu i co mogę zrobić, a czego nie.
#50
jak się kiedyś spotkamy to Ci pokarze.
Bo w skrócie chodzi o to, że małe dzieci łatwo jest przyzwyczaić. Jak na początku jak mają kilka tygodni/miesięcy będzie Ci rodzina je bujać to potem takie dzieciaki będą się tego domagać (wymuszać) od Ciebie.
Oczywiście jak się przewróci itp. to wezmę na ręce ale bez potrzeby staramy się nie bujać. Jeżeli ktoś nas odwiedza i pyta "o jaki fajny malec mogę wziąć na ręce" to uprzedzam "OK ale nie bujamy" -> a jak buja to instant opierdol po którym owy gość zwykle odstawia dziecko. Mamy takie zasady i póki co sobie je chwalimy. W sumie 3-4 x w tygodniu odwiedzają nas koleżanki żony z maluchami w wieku naszych. Ile oni muszą się ich na bująć aby np. uspokoić albo po prostu "z nudów" to ręce mi opadają.
My ze znajomymi którzy mają 1 dziecko jak miały ok pół roku poszliśmy knajpy na obiad. Nasze grzecznie leżały i czekały, a tamci jedli na zmianę bo ktoś non-stop musiał bujać małą. Może drastycznie to brzmi, dlatego na początku napisałem że musiałbym pokazać o co mi chodzi bo ciężko opisać.
Bardziej chodzilo mi o szafke wiszaca w wc :P a nie tam gdzie gary itd.
a nie mozesz zrobic w ktoryms z pokoi takiej blokady jak jest na schody ??:>
co do bujania to slyszalem o takich problemach, ze jak sie dziecko za duzo buja, trzyma na rekach to pozniej przy kazdej okazji tego chca. To juz niestety rodzice pozwalaja zeby im dziecko wlazlo na glowe.
Nie rozumiem tu jednego, pomijając to że popadacie z skrajności w skrajnosc, czemu nie brać na ręce I nie bujać go?
Zmieniony 2015-01-21 12:30:07 przez ajnos
To co #52 napisał jest śmieszne. Na pewno małe dziecko umyślnie chce wejść na ręce aby później wchodzić rodzicom na głowę, serio? Nie branie i nie bujanie malca na rękach może skończyć się choroba sierocą, ale spoko. Nie przytulajcie malcow na rękach, wasza sprawa, ze blokujecie rozwój dziecka w ten sposób, które w pierwszych 3 latach życia potrzebuje stałej i ciepłej relacji z osobą dorosłą. Jak masz zostać tatusiem to poczytaj trochę O biomedycznym rozwoju oraz psychologii dziecka, z wiarygodnych i sprawdzonych źródeł.
Brak bujania =/= brak czulosci
Sovie chodzi bardziej o to, zeby dzieci nie uzaleznily sie od bujania, niczym od smoczka i nie wymagaly go przy kazdej okazji, co nikomu nie wyszloby na dobre.
Zmieniony 2015-01-21 12:46:12 przez bluerain
Dziecko po coś chce się bujać. Nie mówię aby 24H na dobę bujać, ale jak tu czytam, że jak ktoś weźmie nawet na rękę to od razu jest opieprzany no to sory...
Co by tutaj napisac. Moj mlody ma 14 miesiecy, popierdala juz po kuchni ale zawsze ktos przy nim jest, dajemy mu otwierac szuflady i szafki, bo to co niebezpieczenie jest schowane wyzej, a ze dzieci w tym wieku sa zajebiscie ciekawskie i musza wszedzie zajrzec i podotykac, wiec po kiego wacka mam jakies blokady zakladac. Od najmlodszego tluklismy mu, ze nie wolno pewnych rzeczy dotykac, przedluzacz, gniazdka, 2 kwiaty, ktore stoja na ziemi, nauczyl sie, nawet jak do nich podchodzi to nawet nie dotknie raczka, bo wie, ze tego nie wolno. Reszte niech sobie maca, otwiera i przebiera, co mam dziecku zalowac.
Z bujaniem to nie wiem dokladnie o co tu sie rozprawiac. Od najmlodszego zrobilem blad z malzonka, ze go lulalismy zawsze do spania, bestia rok na karku i sie przyzwyczail, ze bez lulania nie zasnie ni chuja, miesiac temu nauczylismy go samemu zasypiac, w sumie bez wiekszych problemow, tylko pierwsze dwa dni troche marudzil. Branie na rece, przytulanie czy glaskanie czy sporo kontaktu dotykowego to podstawa, jesli chodzi o dziecko. Nie wyobrazam sobie, ze bym malego nie bral na rece czy sie z nim nie wydurnial. Przytulac czasem sie lubi, nawet sam potrafi z nienacka buziaka dac :) strasznie fajne uczucie.
A co do tematu kuchni, to u mnie wszystkie pomieszczenia sa zamykane i sa drzwi, wlasnie z wyjatkiem kuchni ale wiadomo, ze jak mlody sie przemieszcza to ktos idzie za nim, chociaz nie ma w zwyczaju robic samotnych eskapad do kuchni, bardziej do swojego pokoju albo do naszej sypialni, a tak to przychodzi tylko jak ktores z nas akurat przebywa w kuchni, takze luzik.
#54
Blysnales :(
Zreszta #55 Ci potwierdzil i o taki sens bujania mi chodzilo.
Przyklad znajomych ktorzy na kazdy ruch dziecka juz biegli do lozeczka, potem od razu na rece itd. Teraz jak jest juz wieksze to niestety wlazi im na glowe, jest tak rozpieszczone ze masakra. Tak jak pisal Sova nie sa w stanie w spokoju zjesc obiadu, i robia to najczesniej na przemian. Raczej nie o takie wychowanie chodzi nie ?
Bujac mozna ale z umiarem :)
Pozdrawiam
O z jedzeniem obiadu to inna historia. Ja nie moge zjesc posilku sam, mlody zawsze stoi kolo mnie i czeka az mu dam posmakowac co tam dobrego mi sie na talerzu znajduje, zarty jebaniec :D
#57
jakby było 1 to jestem w stanie dać opiekę na 100% ale jest dwójka... no i jak jedno myjesz w łazience to drugie może coś nawywijać. Sam zresztą wiesz do czego są zdolne 14m-czne brzdące.
Inna sprawa, że dziecko jedno różni się od drugiego. Syn to mały demol. Powtarzam od początku czego mu wolno a czego nie, tak samo robię z siostrą. Do siostry trafia, a syn już wyrwał jedno gniazdko (zaparł się i do bólu ciągnął gniazdko telefoniczne)
Oczywiście, że jak wracam do domu to biorę małe na ręce, witam się z nimi itp. ale nie robię tego przy każdej możliwej sytuacji. Dzieci się bawią, jedno drugiego odepchnie, przewróci itp i oceniam, czy było to groźne i mogło mu się coś stać czy nie. W pierwszej opcji zwykle wezmę na chwilę, przytulę itp. w drugiej po prostu zwrócę jego uwagę na coś innego i przestaje płakać.
Odrzućmy w ogóle skrajności typu "obłożenie domu poduszkami" oraz "brak czułości". Czułość można okazywać na wiele sposobów i wierzcie mi ale tej moim dzieciom nie brakuje. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że inaczej wychowuje się jedno dziecko, a inaczej dwoje na raz.
#59
u mnie Krzyś też zawsze po swoim obiedzie przychodzi spróbować co ja jem :) to nawet słodkie jest. Nie opycha się, nie jest głodny ale doprasza się o spróbowanie :) Córka tego nie robi. Zje swoje i idzie się bawić.
Zmieniony 2015-01-21 14:04:49 przez SoVa
#56 i #54
opieprzany jest jak łamie zasady - buja. Na ręce biorą.
Ciekaw jestem jak Ty byś pogodziła chęć bycia na rękach i bujania dwójki dzieci jednocześnie. Dzieci lubią to co miłe i przyjemne.
a co do choroby sierocej naczytałaś się chyba więcej niż moja żona po kilku kierunkach studiów pedagogicznych i czynna (do porodu) w zawodzie. Wiesz pewnie wszystko naaajlepiej. Tak więc z jednym się zgodzę. To nasza sprawa (na szczęście) bo przy Twoim podejściu dzieci by pewnie z rąk nie schodziły (to jakby świat poznały?)
Od małego trzeba bachora trzymać krótko, bo jak jest wychowanie bezstresowe i jest na wszystko przyzwolone to później rośnie cymbał z ADHD.
jak my dorastaliśmy nie było tych zabezpieczeń i jakoś żyjemy ;s
Ta, nie bylo tez fotelikow dla dzieci w samochodzie itp. Jak sa rzeczy mogace nam pomoc to czemu nie?
SoVa no nie, nie mam bliźniaków.
Bezstresowe wychowanie to idiotyzm gdzie rodzice pozwalają dzieciakowi na wszystko a potem wołają o pomoc super nianie. Sorry, ale do mnie to nie przemawia. Wymysł rodziców, którzy nie zajmowali się dziećmi i nagle zostało to nazwane bezstresowym wychowaniem. Czyli dzieciak może wszystko i chuj go obchodzi słowo "nie". Dziecko ma znać zasady i nie można pozwalać mu na wszystko.
Co do bujania i przytulania to każde ma swoje zasady i nie można powiedzieć, że "akurat tak jest dobrze i już". My naszego bujamy do snu często, przytulamy go bardzo często bo sprawia to przyjemność i nam i jemu. Małe dzieci przytulać trzeba bo one muszą czuć bliskość i miłość rodziców i to nie jest już widzimisie jednej osoby czy wielu tylko potwierdzone badaniami od dziesiątek lat. Trzeba jednak znać umiar. Jak we wszystkim oczywiście. Na pewno jednak lepiej przytulać więcej niż za mało... Nasz jak ma spać sam to śpi sam, często chce już po prostu iść do łóżka spać bo się naprzytulał i chce się wygodnie ułożyć :)
Tak swoją drogą to ilu rodziców tyle opinii. Dopiero za 30 lat się okaże czy wychowaliśmy swoje dzieci dobrze. Będzie to widać na każdym kroku i wtedy będziemy przekazywać swoje rady :)
Wielkie Joł
Wiesz to nie jest argument. Ja jednak nie chciałbym, żeby moje dziecko tak pięknie rozwaliło sobie głowę na kancie gałki od mebli, jak ja to zrobiłem.
PS. Ogólnie jak się tak czyta ludzi teoretyzujących co się powinno, a czego nie powinno to aż się wesoło człowiekowi robi. Dziecko w chwili urodzenia to nie jest tabula raza. Wiele rzeczy można nauczyć ale już kilku-miesięczne dziecko może pokazać swój charakterek.
A ja mając kilka lat jak biegłem to rozwaliłem sobie oba kolana. Jakoś przeżyłem.
Mi chodzi o to że rodzice za bardzo spuszczają się nad dziećmi. Fotelik w aucie jest ok, ale zabezpieczanie całego mieszkania _bo coś może się stać_ to przesada. Może od razu włożyć dzieciaka do sterylnej bańki?
Kiedyś się popierdzielało na podwórku, chodziło po drzewach, robiło mnóstwo głupich rzeczy i jakoś ludzie żyją. Oczywiście zdarzały się wypadki ale bez przesady.
Wydaje mi się że lepiej jest jak dziecko się sparzy i nauczy niż gdy będzie chowane w chacie wyłożonej folią bąbelkową.
I znowu ze skrajnosci w skrajnosc. My tu mowimy o dzieciak 1-2 lata, a takie raczej same po podworku nie ganialy i po drzewach nie chodzily nawet kiedys.
btw
gdzieś w brukowej prasie obiło mi się o oczy, że synalek supernianii był skarżony o gwałt czy coś podobnego :D
Oczywiście z dystansem do takich źródeł ale zawsze powtarzałem, że ona wychowa jakieś bydle.
Chodziłes po drzewach mając ~roczek?
No to był tylko przykład. Wbrew pozorom takie dzieciaki dużo kumają i to tylko kwestia rodziców by im wytłumaczyć...
Wielkie Joł
Ale Ty dalej nie kumasz.
Może na Twoim przykładzie.
Owszem nie będziesz miał zbyt wielkiego problemu jak sobie na indukcji będziesz gotował wodę w czajniku i dziecko dotknie tego czajnika. Ot 2 raz nie dotknie. Ale już chyba nie zostawisz szklanki z dopiero co zrobioną kawą na krańcu stołu?
No przecież jak raz sobie wyleje wrzątek na głowę to 2 raz nie podejdzie.
Zmieniony 2015-01-21 16:07:38 przez GwiGwi
Masz indukcję na podłodze?
Stawiasz szklankę z gorącą wodą na krańcu stołu mając dzieci? Brawo....
#75
A wiesz chociaż jaki zasięg rąk ma 2-letnie dziecko?
Dobra widzę, że albo trolujesz, albo jesteś niepełnosprytny. Tak czy inaczej kończę dyskusję.
Widac ze #75 nie ma dziecka i jest super teoretykiem. W dupie byles i gowno widziales.
Bezstresowe wychowanie to jest najgorsze co moze byc;D potem wyjdzie taki do pracy, i bedzie mial problemy, ze mu szef powie ze cos MA zrobic
#78 Stresowe wychowanie lepsze. Eh te czasy gdy balismy sie wracac do domow po wywiadowkach... ;/
Proponuje czytać dziecku Romana Dmowskiego. Może wyjdzie na ludzi.
Widzę, że z Ajnos będzie dobrą matką.
TAK TO JEST PROPOZYCJA :)
Zmieniony 2015-01-21 16:53:35 przez KEFiR
chyba musiałbym podwieszać pod żyrandolem aby dzieciak tam nie sięgnął.
Już roczne dziecko kombinuje jak tu wejść. Podsuwa krzesło, podjeżdża samochodzikiem, bierze pufę lub po prostu używa szuflad jak schody (jak u mnie). I myk - jest na górze. Gdzie byś tej kawy nie postawił to dzieciak będzie próbował się tego napić, bo widzi że Ty to pijesz.
Nie mówię tutaj o zostawianiu dzieci samych sobie (bo zaraz powiesz, że tak to jest jak się dzieci zostawia na dłużej same). U mnie jak robiłem wigilię było ok 16 osób (przewinęło się około 18). Jak ludzie wpadli i poszedłem im otworzyć drzwi to w między czasie syn zerwał zasłony w salonie. Ot momencik. A wiesz jak zerwał? wspinał się po nich aby dostać się na stół. Ty byś to pewnie przewidział nie?
nawet nie wiedziałem, że takie coś ma swoja naukowe określenie :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bunt_dwulatkaZmieniony 2015-01-21 17:51:44 przez VitO
Seriously, rozmowa z kims kto nie ma dziecka to strata czasu więc pomińcie teoretyków.
KEFiR
Trzeba umieć zachować balans.
50% Dmowskiego/50% bajek ? No nie wiem.
Jedna rada dla wszystkich na tym forum i nie tylko: róbcie z dziećmi w odpowiednim wieku jakieś prace praktyczne typu wycinanie, rysowanie. No i zainteresujcie dziecko światem i róbcie z nim jakieś podstawowe operacje matematyczne (dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie) już przed szkołą.
Mam teraz w rodzinie 10 letniego debila, którego jedyną rozrywką są proste gierki flash z postaciami z bajek, bo na inne jest za głupi, no i oglądanie paru bajek na krzyż. Jak jedzie do kogoś w rodzinie, to po całym domu lata i bawi się przedłużaczami (szczególnie, jeśli ma możliwość wyłączenia pojedynczego gniazdka). Jak w szkole dodawanie na dwucyfrowych liczbach mieli i w końcu to z pomocą rodziców ogarnął, to nie umie jednocyfrowych liczb dodawać. Czytać chyba do dziś nie umie. A jego mowę w pełni zrozumiałem dopiero gry miał 8 lat. Wcześniej z reguły pytałem jego rodzica, co on mówi albo puszczałem bokiem. Jest na etapie dwulatka?
Gromo tu chodzi o zwykłe zajmowanie się dzieckiem a nie robienie coś z dzieckiem w odpowiednim wieku. Ja mam to szczęście, że mamy mnóstwo znajomych z dziećmi i widzimy masę pomyłek wychowawczych lub zajebiście wykonanej pracy (póki co oczywiście).
Mamy porównanie dwóch dziewczynek. Jednej rodzice czytali non stop wieczorami, zajmowali się nią, bawili się, gadali z nią dużo, latała pomiędzy gośćmi na imprezach gdzie jak były gdzie pozwała nowych ludzi (do odpowiedniej godziny of course) itd.
Drugiej rodzice puszczali bajki na laptopie i tyle w sumie :)
Różnica w wieku 5 lat? Jak mówi jedna to nie rozumiemy w ogóle co mówi, jej rodzice też jej nie rozumieją. Druga wygadana, zabawna, towarzyska ostatnio uczyła mnie grać w szachy. Zna ledwie nazwy figur i kilka podstawowych ruchów ale to i tak przy porównaniu jest jakiś kosmos.
Według mnie to bardzo ważna jest obserwacja i nauka na błędach, najlepiej innych rodziców :-). Do tego nie przeginanie pały w żadnym temacie i poświęcanie dziecku jak najwięcej czasu. Reszta na pewno będzie OK :) Jak się dziecku poświęci czas jak jest małe to na pewno się to spłaci w przyszłości.
Chodziło mi właśnie o taką skrajność, bo tak to zrozumiałam. Jeśli tak nie jest to jak najbardziej spoko. Tak się składa, ze studiuje pedagogike (dalej w to nie wierzę)... Pociesza mnie tylko myśl ze po tych studiach szybko ogarne pracę i na szczęście nawet dostałam ofertę. Z drugiej strony zajebiscie bo chce wychować dzieci na wymiataczy =), a bardzo nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo jest ważna ta wiedza pedagogiczna. No i niestety zdałam sobie sprawę z wielu krzywd jakie rodzice mogą wyrządzić dziecku, ale to nie topic na to. Z tego co czytam jesteś ogarnięty, zapewne wychowasz je tak jak sam byłeś wychowywany (bo tak najczęściej jest) więc na plus =)
#79 nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać xd
Edit: BEZSTRESOWE WYCHOWANIE TO NAJGORSZA RZECZ JAKĄ MOZESZ WYRZĄDZIĆ SWOJEMU DZIECKU !!!
Zmieniony 2015-01-21 23:10:56 przez ajnos
A ja już szukałem pierścionka ;/
Ojce,
jak usypiacie swoje maluchy? Pytanie w szczególności kieruję do Daniela :)
Po kąpieli, daje butlę do opróżnienia i bujam do 10 minut przeważnie, mały śpi i GG! Czasem są dni kiedy te kochane ~10kg na rękach nie zamyka oczu, mruczy sobie i zasypia po ok. 30 minutach, co jest już lekko męczące. Szczęście, że to sporadyczne przypadki.
Po kąpieli butla i do wyrka. W łóżku się wierci/bawi czasami nawet godzinę a czasem moment i śpi.
W dzień na drzemkę jak widzę, że zmęczony to na ręce i zasypia w ciągu 10 min. Wcześniej miał 2 drzemki teraz jedna w okolicach 14.
Nie ma opcji, żeby zasnął w dzień w łóżeczku.
Ja po butli nosze 5-10 min do odbicia orzy okazji costam opowiadam a pozniej klade do lozeczka, daje buziaka, smoka i gasze swiatlo. W 9 na 10 prztlypadkow albo od razu zasypia albo po kilku-kilkunastu minutach gawozenia.
Mój ma podobny cykl spania za dnia.
Wieczorem, gdy leży w łóżku sam po butli, to nas woła ciągle mimo miśka, którego uwielbia. Wstaje i głośno gada: DADADADADADA albo powoli wręcz jęcząc Maaaaaamaaaaaaaa.
A smoczka wolę unikać ;/
#89
u mnie to jest cały "cykl", tzn:
Rano jak wstają (około 6-7) to śniadanko i zabawa. Drzemkę łapią zwykle koło 12:00 i robimy wszystko aby nie trwała dłużej niż do 14:00 (skrajne przypadki). Zwykle śpią około godziny, chyba że mają melodię do spania, wtedy w skrajnym wypadku je po prostu dyskretnie wybudzamy. Potem zabawa, spacery itp. Około godziny 18-18:30 idziemy do wanny. Tam pozwalam im się pluskać ok 30 minut. Od około 19-19:30 zaczyna się proces usypiania, poprzedzony kolacją. Zawsze mam gotowe butle pod ręką i tak kilkanaście minut po kąpieli zabieram jednego z 2 na górę do sypialni. Tam jest ciemno, siadam na dużej piłce, nakrywam je ulubionym kocem i daję butlę. Czasem doje do końca i zasypia, czasem połowe. Odkładam do łóżeczka i idę po 2. Jak zje butle i nie śpi, to też odkładam do łóżka (trochę pogaworzy i zaśnie). Czasem równolegle żona wsadzi np. drugie dziecko do huśtawki i jak zejdę to te już śpi. Wtedy zabieram je do łóżeczka. Zwykle proces usypiania trwa tyle co wypicie butli (5 max do 10 minut).
Trochę inaczej jest jak do późna mamy gości, bo małe nie chcą iść na góre, ale wtedy około 20:00 same padają (np. bez kąpieli). To działa mniej więcej tak, że się bawią i nagle np. na koniku na biegunach usypiają (jakby im baterie ktoś wyciągnął).
Nie wiem tylko czy jestem najlepszym przykładem do naśladowania, bo moje brzdące budzą się 6-8x na noc :( nie wiem jak z tym walczyć, liczę że samo przejdzie.
#91
Testowaliśmy opcję odłożenia do łóżeczka i czekania, ale zwykle kończyło się to tym, że nawet jak samo zasnęło to przed tym obudziło brata/siostrę. U mnie niestety dość głośno gaworzą. Poza tym odkąd potrafią wyjść same górą z łóżka i np. chcą się dalej bawić to zostawienie ich w ciemnym pokoju samych grozi próbą ucieczki z łózka (syn już 2x spadł na podłogę próbując nawiać). Dlatego staram się ich odkładać jak już śpią, albo widzę że lada moment padną. Nie działa to tak, że wybija godzina mówię że trzeba spać i je odkładam bo więcej wtedy krzyku jest niż to warte :(
#92
u nas jest podobnie, nie wiem tylko czemu i córa i syn jak się przebudzą albo nie chcą spać to krzyczą "TATATATATA" (boli zwłaszcza w nocy, kiedy żona mówi - wstawaj, to Ciebie wołają :P). Jak chcą jeść to wołają Maaamamaaaa.
Smoczków celowo nie dawaliśmy im jak byli mali (tzn 1 raz daliśmy w 2 m-cu życia. Teraz traktują je jako zabawki. Nie są "uzależnione", ale jak szły zęby to ułatwiały nieco zasypianie. Czytaj, po butli jak była pusta odkładałem dziecika do łóżka ze smoczkiem a jak sami szliśmy spać to im wyciągałem smoki. Nie zauważały braku :)
Mam wrażenie, że moje dzieciaki zamiast smoczka upodobały sobie kocyki, mają takie fajne miśkowe koce do przytulania i jak je np. pierzemy to zwykle bez nich usypianie trwa dłużej.
Edit:
w sumie z rana jest dość fajnie, bo jak się obudzą to ok 40-60 minut potrafią się same sobą zająć (bawią się w łóżeczku). Dopiero jak im się zacznie nudzić to krzyczą TATATATA :P
Czasem jak jedno się obudzi a drugie np. po ciężkiej nocy śpi dłużej to nie daje za wygraną i budzi brata/siostrę. Na początku po prostu wrzucając zabawki w śpiące rodzeństwo. Teraz jak nauczyły się wchodzić to po prostu wbijają się do łóżeczka i budzą śpiącego. Czasami fajnie to wygląda jak syn wchodzi do łóżeczka siostry, kładzie się obok niej, lekko przytula i coś tam po swojemu do niej gaworzy. Zawsze jak się wtedy obudzi siostra to uśmiechnięta jest i zadowolona. Chociaż nie zawsze jest tak kolorowo, ostatnio syn wszedł do siostry przytulił ją i ja robił "nosek w nosek" to ją ugryzł. W sumie raz-dwa w miesiącu potrafi kogoś przygryźć - nie wiem dlaczego. Kiedyś wyszedł z łóżeczka i chodził po pokoju. Postanowił mnie obudzić poprzez ugryzienie małego palca u nogi. Ja w sumie na "śpiocha" zareagowałem tak jak pewnie 99% osób by zareagowała - kopnąłem malucha bezwarunkowym odruchem i od tego czasu mnie już nie gryzie :P
Zmieniony 2015-01-22 10:42:33 przez SoVa
U mnie jest podobnie jak u #90
Cora budzi sie przewaznie miedzy 7 a 8. Zona jest z nia w domu, kladzie ja na drzemke przewaznie 3-4 godziny po spaniu. Mala wtedy walczy jakis czas, mieszkamy w kawalerce wiedz mala widzi zone i czasem nie chce spac od razu. Przewaznie zasypia tak do godziny od odlozenia spac. Jesli nie spi to wtedy spacer i przewaznie po spacerze idzie spac. Wieczorem jest kapiel okolo 18.30 , wtedy dostaje butle i do wyra. Czasem walczy jeszcze przez godzine - wierci sie w lozku, gada, czasem wstaje, zdejmuje skarpety, wyrzuca poduche z lozeczka itd. Czasem placze, ale to tak bardziej, ze nas wola i po chwili przestaje. Czasem jest tak ze blyskawicznie zasypia.
(...)nie chcą spać to krzyczą "TATATATATA" (boli zwłaszcza w nocy, kiedy żona mówi - wstawaj, to Ciebie wołają :P). Jak chcą jeść to wołają Maaamamaaaa. (...)
Mam to samo, tylko że jedno gardło krzyczy nie dwa, ale czas najwyższy o drugie powalczyć :D
---
Mi troszkę szkoda go, jak sobie kwili i jęczy dlatego po kilku minutach (nie zrywamy się, bo czasem zasypia jakby mu baterię wyjął) któreś z nas idzie małego "bujnąć". Czasem bywa tak, że wezmę go na ręce a Filip zasypia od razu a czasem jak pisałem wyżej... 30 minut bujania.
A cykl dnia zaczynamy od 6:00 i tak do 19:00 - kąpiel, butla spać.
Nam tez szkoda malej, tylko ze jak przyjdziemy do niej i ja wezmiemy na rece, to zaraz to zaczyna traktowac jak sygnal, ze wygrala i bedzie dalej zabawa. Wiec niestety przewaznie po prostu ja ukladamy do lozka, troche sie poglaszcze po glowie az sie uspokoi i wychodzimy z pokoju.
a czy my czasem nie mieliśmy się spotkać na jakimś spacerku z dzieciakami? ;o
coś chyba raz odłożonego później odłożyło się samo ;P
No mieliśmy, widzisz... ja nadal otwarty jestem w weekendy na spacer :)
#85
I tu jest szkopuł. Jego matka nie pracuje odkąd wyszła za mąż lub zaszła w ciążę. Jego ojciec na emeryturę też wcześniej poszedł. A mimo to dziecko niedojebane. I to nie jest efekt genetyki albo choroby, tylko złego wychowania.
A jakie zasady co do przeciągu stosujecie przy dzieciach? U mnie, gdy byłem mały zawsze był przeciąg. Wszyscy w rodzinie matkę opieprzali za to. Teraz, po dwudziestu latach muszę przyznać, że wyszło mi to na dobre. Nigdy mnie nie przewiało, uszy nie bolą ani nic. W zimę bez czapki chodzę i nigdy nie miałem żadnych problemów. Moi koledzy jak tylko 2 stopnie dowalą, już musza w czapkach latać, bo cierpią. W lato luzik, otwieram okna na oścież i chłodno mam. Wszyscy w koło pozamykani siedzą i umierają.
TEMAT ZAMKNIĘTY po 2 tygodniach automatycznie.