"Jak interpretujecie kryzys?"
Przeciez akurat "polski kryzys" latwo wyjasnic, tak na logike.
W tej chwili (w TEJ chwili) poprzez kryzys w Polsce, nalezy rozumiec zabawe wymyslona na potrzeby gazet w celu wywolania histerii i w konsekwencji zwiekszenia ich nakladu.
Okiem laika:
- Upraszczajac przyjmijmy, ze w Polsce jest 10 duzych przedsiebiorcow z czego jeden ma prawdziwe klopoty- powiedzmy, ze przez spadek eksportu na zachod. Na fali zachodnich tytulow- gazety podlapuja sytuacje tego jednego tytulujac jego historie "Pierwsza ofiara kryzysu! Kryzys nadchodzi!!!!!!".
- Z uwagi na odnotowana sytuacje tego jednego nieszczesnika, dwoch kolejnych przedsiebiorcow, nie za bardzo wiedzac w gruncie rzeczy o co chodzi, ale wierzac gazetom i na skutek bombardowania "kryzysem" w radiu nie rzadziej tez w telewizji - zaczynaja wierzyc, ze musza zrobic "cos" aby byc dobrymi managerami.
- Prewencyjnie, podobnie jak tamten pierwszy rzeczywiscie bankrutujacy, zaczynaja zwolnienia i to na calkiem pokazna skale. Obnizenie poziomu zatrudnienia przynosi chwilowy efekt. Czuja sie panowie dwaj- odrobine bezpieczniej.
- Zwolnieni ludzie, ojcowie/matki wielu rodzi, ktorzy dotad ledwo wiazali koniec z koncem, nagle nie moga splacac nowego mieszkania wzietego ponad ich rzeczywista zdolnosc kredytowa i nowego auta, auta lepszego niz mieli sasiedzi (to z kolei nasza narodowa cecha)
- Rodziny nie splacaja swoich zobowiazan- rosnie odsetek "zlych kredytow". NBP, KNF i Papiez apeluja- dosc rozdawania! Ludzie traca prace, kredyty hipoteczne przyniosa wam zgube! Tak wiec w tym momencie do gry wlaczaja sie banki, lojalnie i skutecznie zarazem.
- Ukrocaja dotychczasowy proceder natychmiast, w ciagu 2 (slownie: dwoch) tygodni medialnej nagonki, uzyskanie przez mlode malzenstwo kredytu na m2 staje sie z odrobine klopotliwego- niemozliwym.
- Ale, ale- banki na tym nie poprzestaja! Bo jak grac to na powaznie. W okolicach pazdziernika 2008 uzyskanie przez "prawdziwego" przedsiebiorce kredytu chocby na sfinansowanie w pelni "pewnej" nowej inwestycji staje sie niemozliym. Bank mowi bogatej firmie "nie bo nie, narazie nie, moze po nowym roku!"
- Mielismy jeszcze 7 kolejnych przedsiebiorcow, teraz 4 z nich szukajac dofinansowania musialo uruchomic wlasne rezerwy lub szukac bardziej "chciwych" inwestorow niz przecietny bank- jakiegos "Business Angel'a" czy innego ptaka. Jeden wyszedl na tym dobrze, jeden nie stracil, ale zwolnil ludzi, natomiast dwaj idac pod prad, finansujac sie ze zrodel innych niz bank, przeinwestowalo sie- musza ciac i zwalniac, nie mowiac o podzieleniu sie z kims w wiekszym stopniu niz zakladali.
Ze zdrowych pieciu 2 bylo czesciowo zaleznych od tych ktorzy maja teraz klopoty, na skutek czego powoli sie demoralizuja. Jeden ze szczesliwej trojki ma interesy w polowie krajow Europy, postanawia sprzedac biznes za 75% jego aktualnej wartosci i ucieka do Londynu- nowy wlascicel rujnuje przedsiebiorstwo.
Dwoch pozostalych przy zyciu nie uciagnie gospodarki, kolejne niesplacone kredyty, atmosfera podejrzliwosci, koniec uprzejmosci w banku. Idzie w gore prad, czynsze, koszty zycia. Rosnie niezadowolenie spoleczne, poczucie zagrozenia.
Dopiero w tym momencie kryzys zaczyna sie na dobre, ale to niewazne, bo juz na wiele miesiecy wczesniej zostal on juz naglosniony- tylko syreny alarmowe juz zdazyly sie popsuc... za dlugo byly uzywane po prostu i w nieodpowiednim momencie.
Moim zdaniem jestesmy na wczesnym etapie spirali obledu, ale nieuzasadnione zwolnienia juz sie zaczely i to ewidentnie widac. Teraz gdy przyszla "wiara" to juz tylko kwestia czasu, choc moze ludzie sie opamietaja i przestana pieprzyc bzdury.
W sumie to z "polskim kryzysem" w tej chwili jest jak z kazdym innym "strachem". Jezeli ktos cie dobrze nastraszy, to tak bardzo bedziesz sie na tym leku skupiac- tak bardzo wyostrzysz zmysly, ze nawet w pustym pokoju "cos" uslyszysz.
Zmieniony 2009-02-02 22:46:35 przez Carlsberg